fot. Luca Bettini/BettiniPhoto©2019

Dziewiętnasty etap Giro d’Italia 2019 za nami. Zgodnie z przewidywaniami kolarze nie mieli zamiaru specjalnie się nadwyrężać. Czas więc na oceny.

Plusy:
Lek na całe zło
To, co w ostatnim czasie przechodził Esteban Chaves zniszczyłoby nawet psychikę największego twardziela. Kolumbijczyk co prawda wciąż jest daleki od swojej najlepszej dyspozycji, lecz widać u niego ogromną radość z jazdy. Dzisiejszy triumf z pewnością będzie lekiem na całe zło, które ostatnio go spotkało. Ten chłopak jeszcze o sobie przypomni… na co chyba wszyscy czekamy.

Dobry prognostyk
Jak chyba wszyscy zauważyli, Rafał Majka był już dzisiaj innym kolarzem niż na poprzednich górskich etapach. Udało mu się nie tylko jechać z najlepszymi, ale także robić swoje i utrzymywać wysokie tempo. Było naprawdę nieźle. Jeśli dobrze pójdzie, jutrzejszy etap powinien być dla niego dobry.

Minusy:
Cisza przed burzą
Przedostatni etap górski i taki spokój? My tego nie lubimy. Niestety profil dzisiejszego odcinka nie pozwalał na agresywniejszą jazdę, a atakowanie na 120% na ostatnim podjeździe, mając na uwadze możliwy ogień na sobotnim etapie, zupełnie mijało się z celem. Tym samym do całego grona płaskich etapów należy dodać także nudny, górski.

Cel wciąż niezrealizowany
Co prawda za dzisiejszą jazdę należy pochwalić Amaro Antunesa. Portugalczyk walczył do końca i był bardzo blisko etapowego triumfu. Jednocześnie jednak trzeba spojrzeć prawdzie w oczy i powiedzieć, że ekipa CCC jedzie bardzo przeciętny wynik. W końcu cieszymy się trzecim miejscem na jednym etapie kolarza będącego częścią ekipy World Tour, a nie Pro Continental. Oby Tour de France było dla Pomarańczowych lepsze.