Fot. Monika Probosz / naszosie.pl

W ekipie Bahrain – Merida może dojść do całej serii zmian. Wszystko w związku z operacją Aderlass, której częścią miał być dyrektor zarządzający zespołu, Milan Erzen.

Jak wiadomo, dosłownie kilka dni temu ekipa Bahrain – Merida musiała wycofać ze ścigania w Giro d’Italia Kristjana Korena, ze względu na jego domniemane powiązania z siatką dopingową, znaną pod nazwą operacja Aderlass. Jak się jednak okazuje, to nie musi być koniec problemów. Czarne chmury zebrały się bowiem nad Milanem Erzenem, dyrektorem zarządzającym ekipą, który mógł być łącznikiem na linii Erfurt – zawodnicy.

O wszystkim poinformowało dziś samo UCI, które rozpoczęło już bardzo dokładne śledztwo w sprawie ewentualnych powiązań Erzena z dopingiem krwi. Na ten moment, jak czytamy w Corriere della Serra, sam zainteresowany odpiera stawiane mu zarzuty.

Wszelkie informacje dotyczące mojego ewentualnego udziału w operacji Aderlass są absolutną nieprawdą i pomówieniem

– mówi Erzen.

Co ciekawe, ewentualny związek dyrektora ekipy Bahrain – Merida z dopingową szajką byłby z pewnością niesamowicie bolesny dla księcia Nassera bin Hamad Al Khalify, właściciela zespołu. Od 2013 r. Erzen pomagał mu bowiem w różnych kwestiach sportowych. Pozwolił mu m.in. przygotować się do triathlonowego Ironmana, a także… wspomagał trening jego konia wyścigowego. Dodatkowo Słoweniec miał też bardzo duży udział w zbudowaniu worldtourowego zespołu, którego liderem pozostaje wciąż Vincenzo Nibali.