fot. Mitchelton-Scott

Simon Yates (Mitchelton-Scott) zadeklarował na konferencji prasowej podczas pierwszego dnia przerwy w Giro d’Italia 2019, że będzie atakował, aby odrobić straty czasowe poniesione podczas dziewiątego etapu jazdy indywidualnej na czas do San Marino.  

Simon Yates mówił dziennikarzom bezpośrednio po niedzielnym, dziewiątym etapie, że na finałowym podjeździe nie miał po prostu sił, by jechać tak jak zwykle. Szukając przyczyn takiego stanu rzeczy, Brytyjczyk poddał analizie pierwszych osiem etapów wyścigu.

– W jakimś sensie nie robiłem do tej pory nic. Cały czas jechałem w kołach i wykonałem jeden poważny wysiłek – podczas etapu jazdy indywidualnej na czas w Bolonii. Jeśli więc spoglądać na tę sytuację z tego punktu widzenia, to powinienem mieć wystarczająco dużo energii

– zastanawiał się głośno Simon Yates, przypominając jednocześnie jeden z pirenejskich etapów Tour de France 2015, gdzie faworyci stracili dużo czasu do Chrisa Froome’a.

– Mieliśmy [wówczas] dziesięć etapów nicnierobienia i po tym, jak wjechaliśmy w Pireneje wszyscy czuli się bardzo źle. Z tego, co pamiętam [Chris] Froome nadrobił nad Nairo Quintaną minutę i 40 sekund. Reszta straciła jeszcze więcej. Tamtego dnia również miałem g… nogi, odczuwałem coś podobnego jak w niedzielę. Jednak wszyscy mieli do czynienia z takim stanem rzeczy. Nie szukam wymówek, ale być może był to jeden z czynników, które wpłynęły na to, że czułem się źle

– wyjaśniał Simon Yates.

Teraz lider drużyny Mitchelton-Scott musi atakować. Ale nie tylko on, co może uczynić rywalizację interesującą zarówno dla kibiców, jak i dla samych zawodników.

– Pracowałem zbyt ciężko, żeby teraz tak po prostu odpuścić. Dlatego też sam z siebie wszystko, co mam. Jeśli to nie wystarczy, to w porządku. Mamy jeszcze wiele rzeczy, nad którymi możemy popracować i zaczynamy to robić od teraz

– zakończył Simon Yates.