fot. Mitchelton-Scott

Główny dyrektor sportowy w drużynie Mitchelton-Scott powiedział dziennikarzom, że nie wie, dlaczego jego podopieczny i jednocześnie pretendent do końcowego triumfu w Giro d’Italia 2019 Simon Yates zaliczył gorszy występ podczas dziewiątego etapu jazdy indywidualnej na czas z metą w San Marino. – Nie chcemy szukać żadnych wymówek – mówi. 

Simon Yates prezentował dobrą formę podczas otwierającej wyścig “czasówki” w Bolonii, która podobnie jak dzisiejsza podzielona była na dwie części – płaską i podjazd. Pomimo to Brytyjczyk stracił 3 minuty i 11 sekund do etapowego zwycięzcy Primoza Roglica (Jumbo-Visma).

O przyczynę takie stanu rzeczy dziennikarze postanowili zapytać dyrektora sportowego drużyny Mitchelton-Scott Matta White’a.

– Nie wiem, dlaczego. Nie potrafię tego wytłumaczyć. Zaczął ostro, a potem nie mógł kontynuować tego tempa na podjeździe.

– wyjaśnił White.

Australijczyk nie chciał uzasadniać słabszego występu swojego podopiecznego kraksą z drobnymi skutkami podczas czwartego etapu.

– Kolego, nie chcemy szukać żadnych wymówek. Tak, miał kraksę kilka dni temu, ale teraz jest, jak jest. Nie patrzymy wstecz, tylko do przodu

– powiedział.

Simon Yates nie stracił czasu na płaskiej sekcji. Matt White powiedział, że na drugim pomiarze czasu u podnóża podjazdu miał rezultat, na jaki liczyli. Gorszy fragment jazdy przypadł na finałowy podjazd.

– Niezbyt dobrze czuł się na podjeździe i zapłacił za to. [Jego gorszy wynik] nie został spowodowany jazdą na czas po płaskim, a tym, jak się wspinał. Ale tak, jak powiedziałem – nie chcę szukać usprawiedliwień. Cierpiał i stracił czas. Jest, jak jest

– dodał White, zapowiadając jednocześnie, że w najbliższych dniach (dzień odpoczynku plus płaskie etapy) planują odpocząć, a później coś zaplanują.

– Nie spodziewaliśmy się, że znajdziemy się w takiej sytuacji, ale takie jest ściganie. Czyż nie?

– pytał retorycznie Australijczyk.