© Sigrid Eggers | Deceuninck - Quick-Step Cycling Team

Trzeci etap Giro d’Italia 2019 za nami. Kto zaskoczył pozytywnie, a kto negatywnie podczas sprinterskiego pojedynku? Czas na oceny.

Plusy:
Sam przeciwko wszystkim
Kiedy od samego początku było jasne, że na czele w samotnej ucieczce jedzie Sho Hatsuyama, było wiadome, że nie będzie to specjalnie intensywny etap. Pojedynczy kolarz nie potrafi bowiem rozkręcić aż tak wielkiego tempa (chyba, że mówimy o Tonym Martinie), a peletonowi zdecydowanie nie zależało na szybkim doścignięciu harcownika. Tak czy inaczej, dla raczej “egzotycznego” kolarza brawa za podjęcie samobójczej próby. Na pewno zapamiętamy jego nazwisko.

Młodość przeciwko doświadczeniu
Dzisiejszy sprint był niewątpliwie ciekawy nie tylko ze względu na samą walkę o etapowy skalp. Spoglądając na wyniki nie sposób nie zauważyć, że mamy do czynienia z małą walką pokoleń. Z jednej strony Viviani i Demare, którzy mają już kilka wiosen więcej, a z drugiej młodzi Gaviria, Ackermann i Moschetti. Interesujące.

Minusy:
Dzień na rybach
To z pewnością nie był etap, który można by było uznać za fantastyczną reklamę kolarstwa. Ba, nie da się ukryć, że była to wręcz antyreklama (choć do zawodników nie można mieć o to pretensji). Potwornie długi, płaski i okrutnie nudny odcinek ciągnął się jak flaki z olejem. Jesteśmy wręcz pewni, że co najmniej kilkunastu kibiców, wcześniej tego nie planując, zaliczyło popołudniową drzemkę. No dobrze, nawet i my mieliśmy na nią ochotę.

Strach ma wielkie oczy
Póki co, w sezonie 2019, kiedy tylko zapowiadane są wiatry, zawodnicy starają się je skrzętnie wykorzystać. Po cichu liczyliśmy, że dzisiaj będzie podobnie, lecz skończyło się jedynie na nieco wyższym tempie na ostatnich kilometrach. Cytując Darka Baranowskiego, “z dużej chmury, mały wiatr”. A szkoda.

Polak Polakowi wilkiem, a Włoch Włochowi… sędzią?
Nie da się ukryć, że zmiana wyników dzisiejszego etapu mocno nas zaskoczyła. Tym samym mistrz Włoch, we włoskim wyścigu, został wykluczony przez włoskiego sędziego za zajechanie drogi Włochowi, a na wszystkim skorzystał Kolumbijczyk. To tak pół żartem, pół serio. Co do samej sytuacji, sprint jest jak flirt z piękną kobietą – każda decyzja może zakończyć się siniakiem lub szminką na policzku. Dlatego też nie bierzemy się ocenę całej sytuacji.