fot. UAE Team-Emirates

Trzeci etap tegorocznej edycji Giro d’Italia zakończył się małym zamieszaniem. Jako pierwszy linię mety przeciął Elia Viviani (Deceuninck – Quick Step), lecz wkrótce potem został, decyzją sędziów, przesunięty na ostatnie miejsce w finiszującej grupie za zajechanie drogi Matteo Moschettiemu (Trek-Segafredo). Za zwycięzcę uznany został drugi w sprincie Fernando Gaviria (UAE Team-Emirates), który… niespecjalnie się ucieszył.

Viviani na ostatnich metrach poniedziałkowego etapu, walcząc o pozycję “odbił” w lewo, niemal wpadając w Moschettiego. Decyzja sędziów, choć surowa, była zdaniem ekspertów w pełni uzasadniona. Wściekły Włoch po jej ogłoszeniu nie chciał rozmawiać z mediami i ukrył się w autokarze drużyny. Głos zabrał za to Gaviria.

Trudno się uśmiechać czy cieszyć, kiedy coś takiego spotyka przyjaciela. Elia nie zrobił nic złego i dla mnie jest zwycięzcą. Decyzja o odebraniu mu pierwszej pozycji jest kuriozalna. Nie rozpychał się łokciami. Chciał wygrać – nie kogoś skrzywdzić. Przykro mi z jego powodu

– mówił Kolumbijczyk, który w sezonie 2018 występował razem z Vivianim w Quick Step Floors.

Dla Gavirii poniedziałkowy triumf jest piątym w historii startów w Giro d’Italia i 38. w zawodowym peletonie.