fot. Jumbo - Visma

Już w niedzielę kolarze staną na starcie drugiego monumentu w sezonie – Ronde van Vlaanderen. Jednymi z faworytów do zgarnięcia całej puli będą Wout van Aert i Oliver Naesen, którzy wydają się być największą nadzieją Belgów na “odbicie” Flandrii.

Przez kilka ostatnich tygodni oczy całego kolarskiego świata były zwrócone w kierunku północnej Belgii, gdzie najlepsi brukowcy na świecie rywalizowali w wyścigach poprzedzających dwa monumenty – Ronde van Vlaanderen i Paryż – Roubaix. W nich, jak co roku, wykrystalizowała się grupka faworytów, którzy w kolejne dwie niedziele powinni odegrać najważniejsze role. W niej znajdują się dwaj Belgowie – Wout van Aert i Oliver Naesen, którzy mają w planach “odbicie” swojego domowego monumentu z rąk Nikiego Terpstry.

W całym klasykowym zamieszaniu jest jednak jeden haczyk, który można zasadniczo nazwać też ciekawostką. Mianowicie można powiedzieć, że w czołówce zaczęło dochodzić do swoistej zmiany warty. Największe gwiazdy są bowiem w tym roku nieco z tyłu, a do głosu zaczęli dochodzić Ci, którzy byli uznawani za tych, którzy mogą pozytywnie zaskoczyć.

Spójrzmy więc na formę poszczególnych zawodników. W ostatnich tygodniach naprawdę kapitalnie sprawuje się Zdenek Stybar (Deceuninck – Quick Step), który wyszedł z cienia Nikiego Terpstry (Direct Energie), który z kolei w nowym zespole nie jest już aż tak niebezpieczny. Nieco niżej stoją też akcje dwóch największych gwiazd, czyli Grega van Avermaeta (CCC) oraz Petera Sagana (BORA – hansgrohe). W przypadku pierwszego, wielu zaznacza, że winna temu może być ekipa. Drugi z mistrzów wydaje się za to być w średniej dyspozycji.

To oczywiście otwiera drzwi przed innymi. Z tylnego szeregu zaatakowało przede wszystkim dwóch Belgów – Wout van Aert (Jumbo – Visma), dla którego jest to drugi sezon na szosie, oraz Oliver Naesen (AG2R La Mondiale), który w końcu udowadnia jak dobrym jest kolarzem. Na ten moment jest prawie pewne, że to właśnie na barkach tych dwóch zawodników ciążyć będzie największa presja.

Kto jeszcze może wyskoczyć z drugiego szeregu? Dobre pytanie. Wydaje się jednak, że w bardzo przyzwoitej formie znajdują się teraz dwaj kolarze, którzy mają już na swoim koncie brukowe monumenty. Mowa o Alexandrze Krstoffie (UAE Team Emirates) oraz Johnie Degenkolbie (Trek – Segafredo). W ich przypadku brak miejsca na podium nie będzie jednak uznawany za porażkę.

Jak będzie naprawdę? Nikt nie wie. Możemy być jednak pewni, że zbliżające się dwa wielkie klasyki będą bogate w czyste, sportowe emocje.