fot. BORA-hansgrohe

Julian Alaphilippe (Deceuninck-Quick Step) płakał ze szczęścia za linią mety w San Remo, a później, pełen emocji opowiadał o przebiegu tego wyścigu. Z kolei Peter Sagan (BORA-hansgrohe) i Alejandro Valverde (Movistar) przyjmują z pokorą miejsca, które zdobyli i gratulują świetnemu Francuzowi liczącemu sobie dopiero 26 lat.

Julian Alaphilippe (Deceuninck-Quick Step):

Trudno jest zdać sobie sprawę, co osiągnąłem dzisiaj z tym fantastycznym zespołem. Tim [Declercq] nadawał tempo przez cały wyścig, a potem, na Poggio, próbowaliśmy bardzo utrudnić rywalom ściganie. Następnie zaatakowałem, by dokonać ważnej selekcji. Na zjeździe próbowałem odpocząć, pozostając jednocześnie skoncentrowanym. Na ostatnich dwóch kilometrach powiedziałem sobie, że chcę wygrać i kiedy [Matej] Mohoric zaatakował 600 metrów przed metą, pomyślałem: teraz albo nigdy. To niewiarygodne.

Alejandro Valverde (Movistar):

To była spektakularna edycja wyścigu Mediolan – San Remo z powodu wysokiego poziomu ścigania oraz świetnej pogody – nawet nieco zaskakującej z uwagi na tak wysoką temperaturę o tej porze roku. Zważając uwagę na fakt, że od dwudziestu dni się nie ścigałem, bycie z najlepszymi w końcówce jest czymś, z czego należy się cieszyć. Na ostatnich kilometrach nie było miejsca na jakiekolwiek wytchnienie, co spowodowało jeszcze większą selekcję. Chociaż zyskałem trochę metrów nad tymi, którzy w końcówce rozpoczynali swój sprint jako pierwsi, to nie byłem w stanie przesunąć się o kolejne pozycje. Dlatego właśnie muszę być zadowolony z siódmego miejsca. Czapki z głów przed Alaphilippem za to wielkie zwycięstwo. Teraz czas na podróż do Katalonii, gdzie odbędzie się kolejny dla mnie ważny wyścig [Volta a Catalunya] w pierwszej części sezonu. Następnie przyjdzie czas na wielkie klasyki.

Peter Sagan (BORA-hansgrohe): 

Czułem się dzisiaj całkiem dobrze, nie tak jak zazwyczaj, ale lepiej niż w poprzednich tygodniach. Końcówka tegorocznego Mediolan – San Remo rozegrała się według moich przypuszczeń. Duża grupa dojechała do podnóża Poggio, a następnie mocno podkręciliśmy tempo na czele i miało miejsce wiele ataków. Wiedziałem, że muszę tam być, dlatego skoczyłem, by dojść do atakujących. Podzieliliśmy peleton i w około dziesięciu kolarzy dojechaliśmy do szczytu Poggio. Peleton nie był w stanie dogonić nas na zjeździe, więc finisz odbył się z bardzo zredukowanej grupy. Mogę stwierdzić, że był to dziwny finisz, wolny, a sprinty zostały rozpoczęte dość późno. Ja byłem trochę zamknięty, a gdy udało mi się już znaleźć trochę przestrzeni, to nie wystarczyło. Dziękuję moim kolegom z drużyny BORA-hansgrohe za pomoc, a Julianowi Alaphilippe’owi gratuluję zwycięstwa.