Michał Kapusta / naszosie.pl

Damiano Cunego, który w wieku 37 lat zakończył zawodową karierę, w rozmowie z „La Gazzetta dello Sport” opowiedział o przyczynach swojej decyzji. „Mały Książę” wyznał, że nie był w stanie przystosować się do zmian, jakie w ostatnich latach zachodzą w kolarstwie. „Cała ta pogoń za doskonałością jest irytująca” – uważa.

Cunego – triumfator Giro d’Italia w 2004 roku karierę zakończył oficjalnie po mistrzostwach Włoch, 30 czerwca. Łącznie odniósł w jej trakcie 44 zwycięstwa. Zdecydowanie największymi są wspomniane już Giro 2004 oraz trzy triumfy w Giro di Lombardia (w 2004, 2007 i 2008 roku), lecz 37-latek przekonuje, że każdy sukces miał dla niego absolutnie wyjątkowy smak.

Ludzie pamiętają Giro i Lombardię, ale ja na przykład bardzo ciepło wspominam też trzy zwycięstwa w Giro del Trentino. Wiele innych także sprawiło mi sporo radości, bo przyszło dość niespodziewanie

– podsumowywał. Zapytany o to, czy mimo swojej bogatej kariery odczuwa jakikolwiek niedosyt, wskazał na brak etapowego zwycięstwa podczas Tour de France.

 Wielu mogłoby pomyśleć, że żal mi drugiego miejsca podczas mistrzostw świata w Varese (w 2008 roku, wygrał wtedy Alessandro Ballan), lecz ja bardziej pamiętam drugą pozycję na etapie Wielkiej Pętli z metą w Alpe d’Huez w 2006 roku. Nie zdołałem wtedy utrzymać tempa Franka Schlecka. I to właśnie z tego powodu odczuwam żal

– wyznał.

Cunego zdradził także, że w ostatnich latach nie radził sobie już ze zmianami zachodzącymi w kolarstwie, co pośrednio przyczyniło się do zakończenia przez niego kariery.

Kiedy zaczynałem, wszystko wyglądało nieco inaczej. Teraz tempo rozwoju jest o wiele większe. Zmieniają się metody treningowe, dobór sprzętu. To zadziwiające, że dosłownie każdy detal może dawać istotną przewagę. Coraz trudniej było mi się do tego dopasować. Ta pogoń za doskonałością jest irytująca

– mówił.

Po zakończeniu kariery „Mały Książę” chce dzielić się swoim doświadczeniem z innymi. Zapowiedział także, iż będzie się pojawiać na imprezach w Stanach Zjednoczonych i Japonii, gdzie, jak sam wyznał, „ma wielu fanów”.