fot. Il Lombardia

Choć niewielu wierzyło w jego dobry występ, Vincenzo Nibali pokazał podczas Il Lombardia, że wciąż jest jednym z najlepszych zawodników na świecie.

Kiedy na podjeździe pod Muro di Sormano “Rekin z Mesyny” zdecydował się na atak, wielu kibiców przecierało oczy ze zdumienia. Jak się jednak później okazało, lider Bahrain – Merida zdołał wrócić do prawie pełni formy, co pozwoliło mu zakończyć ściganie na drugim miejscu.

Zawsze, kiedy staję na starcie, daje z siebie wszystko i tak też było tym razem. Niestety w pewnym momencie nogi przestały kręcić. Kiedy Roglic atakował, wiedziałem, że muszę pojechać za nim. Potem skoczył Pinot i razem odjechaliśmy, choć do mety było jeszcze bardzo daleko. Na ostatnich podjazdach miałem zdecydowanie mniej energii, bo zabrakło mi wody. Starałem sobie jakoś poradzić, ale niewiele mogłem zrobić. Pinot był dziś najmocniejszy i należą mu się gratulacje

– powiedział Nibali.

Dla doświadczonego Włocha, dzisiejszy wyścig był ostatnim w sezonie 2018.