fot. Regis Garnier / directvelo

Kiedy przed wyścigiem elity mężczyzn w Innsbrucku rozmawiało się o faworytach, mało kto wskazywał Michaela Woodsa. Kanadyjczyk jednak pozytywnie zaskoczył i wskoczył na podium. Mimo to, w jego myślach przewija się rozczarowanie.

Kiedy na podjeździe pod Piekło Woods wyglądał więcej niż dobrze, wielu specjalistów przecierało oczy ze zdziwienia. Kanadyjczyk miał bowiem za sobą bardzo trudny sezon, który udało mu się zakończyć w najlepszy możliwy sposób. Mimo to, Kanadyjczyk czuje, że mógł zrobić więcej.

Przed finiszem czułem się bardzo pewny siebie. Niestety 150 metrów przed metą moje nogi odmówiły posłuszeństwa. To rozczarowujące, bo byłem naprawdę bardzo blisko zwycięstwa i odniesienia największego sukcesu w karierze. Jednocześnie jednak cieszę się, że pojechałem tak dobry wyścig. Kiedy w końcówce masz obok takich zawodników jak Bardet czy Valverde, możesz być pewny, że będą to szalone kilometry. Cała nasza trójka chciała wygrać, dlatego też współpraca układała się świetnie. Szkoda tylko końcówki. Czułem, że mogę pokonać Alejandro, ale na potworny ból nie znaleźli jeszcze sposobu

– powiedział Woods.

Dla Kanadyjczyka, podium mistrzostw świata wciąż jest najlepszym wynikiem w karierze. Jednocześnie jest to drugi medal dla Kanady po srebrze Sveina Tufta w czasówce w Varese.