Pierwsze dni 112. edycji Tour de France przyniosły sporo krytyki wycelowanej w stronę organizatorów Wielkiej Pętli, czyli Amaury Sport Organisation. Swoją cegiełkę do tego tematu dołożył Michael Woods, który uważa wprost – nikomu nie będzie zależało na całkowitym zażegnaniu tematu kraks, bowiem te są pewną istotną częścią promocji wyścigu.
Niemal 39-letni Michael Woods bierze właśnie udział w swoim 5. Tour de France w karierze. Kolarz Israel – Premier Tech, bazując na swoich doświadczeniach, opublikował dość obszerny tekst na temat tego, że jego zdaniem organizatorowi Wielkiej Pętli, czyli A.S.O., wcale nie zależy na bezpieczeństwie kolarzy. Kanadyjczyk uważa bowiem, że „widowiskowe” kraksy są istotnym elementem wizerunku wyścigu, z którego nikt nie chciałby zrezygnować.
Chociaż Tour trwa 3 tygodnie, dla kolarza wydaje się, że to niemal całe życie. Ścigamy się od 3 dni, ale już prawie tydzień nie ma nas w domu. Do tej pory udawało mi się unikać kłopotów, ale ponieważ jeździłem głównie z tyłu peletonu, widziałem wiele kraks. Przed Grand Départ, A.S.O. zebrało wszystkich kolarzy w Lille Opera na dorocznym briefingu przed wyścigiem. Jak zawsze, spotkanie rozpoczęło się od spojrzenia na poprzednią edycję. Kluczowymi elementami filmu przygotowanymi dla nas przez organizatorów były zwycięstwa etapowe, epickie krajobrazy i oczywiście kraksy. Cokolwiek mówi A.S.O. na swoich konferencjach to faktem jest, że uwielbiają kraksy. Pomimo ich rzekomych „starań” o to, by ten sport był bezpieczniejszy, oglądanie najważniejszych momentów daje poczucie, że krew, połamane rowery i kolarze wnoszeni na noszach do karetki to właśnie to, co chcą pokazać widzom
— napisał w swoim wywodzie Michael Woods.
Kanadyjczyk ma to szczęście, że celuje jedynie w pojedyncze etapy, zatem do większości ścigania w Tour de France podchodzi bez większej presji i nie musi włączać się do walki tam, gdzie robi się najbardziej niebezpiecznie. Uderza go jednak to, że w A.S.O. odpowiedzialność za bezpieczeństwo zrzuca się głównie na kolarzy.
W luźnym tłumaczeniu — słuchałem bowiem prezentacji po francusku — powiedziano coś w stylu: „Kolarze muszą również zrobić więcej, aby zmniejszyć ryzyko, a jeśli tego nie zrobią, może powinniśmy zmusić ich do noszenia odzieży ochronnej” . Powiedział to tak, jakby odzież ochronna był karą. To pokazało mi, że nie rozumie, czego chcą kolarze i jak działa sport — lub życie. Wszystko na tym świecie ewoluowało i jesteśmy świadkami przekraczania granic. Sport, ludzki wynalazek, jest tego bezpośrednim wyrazem. Kiedy wyznaczasz granice w sporcie, sportowcy nieuchronnie je przekraczają próbując wygrać. Zwłaszcza gdy w grę wchodzą wysokie nagrody. Ciężko obarczać zatem zawodników winą za to, że robią to co do nich należy
— kontynuował Michael Woods.
Niemal 39-letni Kanadyjczyk, w którego dorobku znajdziemy 16 zawodowych zwycięstw, w tym m.in. 3 etapy Vuelta a España czy odcinek Tour de France, uważa, że jeśli w peletonie ma być bezpieczniej to odpowiedzialność leży właśnie na organizatorach oraz organizacjach odpowiedzialnych za tworzenie przepisów. Zawodnik Israel-Premier Tech jest gotów na to by wprowadzić np. zmiany w strojach, ale musi to iść odgórnie – tylko wtedy jest szansa, że wszyscy gremialnie zrezygnują z maksymalizacji osiągów na rzecz bezpieczeństwa.
Jestem optymistą w temacie tego, że SafeR stara się działać na naszą rzecz, ale działania są zbyt wolne, aby rzeczywiście zmniejszyć ryzyko i liczbę upadków. A informowanie nas przez przedstawiciela A.S.O. na oficjalnym briefingu, że noszenie strojów ochronnych będzie karą, jest po prostu absurdalne. Z pewnością można by poruszyć więcej kwestii i przedstawić kontrargumenty, wiem, że moje myślenie też pewnie zawiera błędy, ale to nie po mojej stronie powinno być przygotowanie rozwiązań. Póki co zaś mam wrażenie, że balansujemy tak, żeby coś robić, ale przypadkiem niczego nie osiągnąć
— zakończył Michael Woods.









Dobrze pamiętam parę lat temu jak główną atrakcją przed nadchodzącym Giro d’Italia na euroszmacie tv było pokazywanie kraksy Kruijswijka na zjeździe o zaspę ze śniegu.
Ale ważne żeby kierownica nie miała więcej niż 40 cm w dropach i 30 cm na klamkach.
Patokolarstwo. Choć mam wrażenie, że kolegę Woodsa trochę ponosi fantazja…
@Albert Nie mniej niż 40 cm.