Piętnasty etap Vuelta a Espana zdecydowanie nie zawiódł. Czas więc na oceny.

Plusy:
Góra mistrzów
Lagos de Covadonga to jeden z najbardziej legendarnych podjazdów w najnowszej historii kolarstwa. Nie da się ukryć, że góra mistrzów dziś ponownie nie zawiodła i pokazała, ze zasłużyła na swój przydomek. W końcówce w walce zostali tylko i wyłącznie najmocniejsi kolarze, którzy i tak mieli duże problemy z utrzymywaniem swoich kół. Legenda dała o sobie znać.

W pełni przygotowany
Co by nie mówić, choć Miguel Angel Lopez nie zdołał wygrać etapu i zdobyć dużej przewagi nad rywalami, jego postawa zasługuje na duże słowa uznania. Kolumbijczyk pokazał, że nie jest zawodnikiem, który na próżno wysyła swoich kolegów do pracy. Lider ekipy Astana atakował, próbował i do samego końca starał się zyskać nad najgroźniejszymi rywalami. Niestety, skończyło się na dwóch sekundach.

Zawsze na maksa
Dziś na duże słowa uznania zasłużył też Thibaut Pinot i to nie tylko ze względu na zwycięstwo etapowe. Francuz ponownie pokazał, że zawsze jedzie na swojego absolutnego miasta. Lider Groupama – FDJ zrobił wszystko, by dowieźć prowadzenie i poprawić swoje miejsce w klasyfikacji generalnej. Kto wie, czy po dobrej czasówce Francuz nie wróci jeszcze do walki o podium.

Minusy:
Atak na żebra
Kiedy zobaczyliśmy Michała Kwiatkowskiego leżącego na szosie, chyba wszystkim serce zamarło. Na szczęście Kwiato zebrał się w sobie i ukończył dzisiejszy etap. O jego stanie zdrowia jednak jeszcze poinformujemy, kiedy tylko będziemy wiedzieć więcej. Oj nie jest to szczęśliwa Vuelta dla mistrza naszego kraju…