lavuelta.es / (c)PhotoGomezSport

Kiedy przed kolarzami sroży się najtrudniejszy etap pierwszego tygodnia, myśli praktycznie każdego przepływają już przez podjazd pod Covatillę. Wcześniej jednak peletonowi przyjdzie zmierzyć się ze zdradliwą krainą fałszu, która może okazać się przebiegła i niebezpieczna.

Kolejna podróż na północ jest przez wielu opisywana jako jeden z najłatwiejszych odcinków tegorocznej Vuelty. W końcu na trasie nie sposób doszukać się prawdziwych trudności. Zaledwie jeden podjazd trzeciej kategorii nie robi wielkiego wrażenia na obserwatorach, lecz, jak zawsze, organizatorzy przygotowali coś, co może przewrócić cały układ w peletonie. Ostatnie kilka kilometrów będzie bowiem prowadzić lekko pod górę (mówiąc lekko mamy na myśli nachylenie dochodzące do 5%), co ponownie powinno okazać się zgubne dla najszybszych zawodników w stawce.

Po wczorajszych wydarzeniach, bardzo ciężko wskazać wyraźnego faworyta do zwycięstwa etapowego. Początkowo wydawało się, że może to być całkiem dobry dzień na skuteczną walkę ucieczki, lecz patrząc na początkowe wydarzenia, trójka prowadzących kolarzy może wcale nie mieć wielkich szans. Popatrzmy zatem na peleton. W nim najsilniejsi na tego typu finisz wydają się być Alejandro Valverde (Movistar) i Michał Kwiatkowski (Sky). Wczoraj zaimponował nam jednak także Peter Sagan (BORA – hansgrohe), który wyraźnie wraca do optymalnej dyspozycji. Jeszcze przed wyścigiem, duże pieniądze postawilibyśmy na Matteo Trentina (Mitchelton – Scott), lecz po wczoraj wydaje się to być mocno ryzykownym posunięciem. Kto wie, może na ostatnich metrach swoje siły przetestują też najlepsi górale? To już jednak wróżenie z fusów.

Jednocześnie można być praktycznie pewnym, że po raz kolejny czerwoną koszulkę obroni Rudy Molard (Groupama – FDJ). Francuz cały czas pokazuje, że jest zawodnikiem o sporych umiejętnościach, co z pewnością da mu możliwość utrzymania się na prowadzeniu w klasyfikacji generalnej także po dzisiejszym, zdradliwym etapie.