Paris-Roubaix / ASO

Czym byłby drugi etap Tour de France bez kolejnych nerwów w peletonie? Wielka Pętla rządzi się swoimi prawami i dziś ponownie mogliśmy się o tym przekonać. Czas na oceny.

Plusy:
Więcej niż kolarz
Czy kiedykolwiek zdarzyło się, by Peter Sagan nie wykorzystał kapitalnej okazji do wygrania etapu czy wyścigu? Wydaje nam się, że nie. Słowak ponownie pokazał, że zasłużenie trzeci rok z rzędu nosi tęczową koszulkę. Kiedy tylko pojawiła się szansa na wygranie etapu, nie mógł jej zmarnować. Król.

Refleks Pickforda
Po wczorajszym etapie pisaliśmy o słabszym występie Sonny’ego Colbrellego, który zupełnie zagubił się na otwierającym wyścig finiszu. Dziś kolarz Bahrain – Merida był już tam, gdzie powinien, odpowiadając nam najszybciej jak się dało. Takiej szybkości reakcji nie powstydziłby się nawet Jordan Pickford, będący w świetnej formie bramkarz reprezentacji Anglii.

Minusy:
Zły moment, zły czas
Ze względu na niezbyt interesującą rozgrywkę na kilkadziesiąt kilometrów do mety, komentatorzy jednej z najpopularniejszych telewizji sportowych na świecie długo rozwodzili się nad niebezpiecznym zakrętem na 2 kilometry przed kreską. No i wykrakali. Szkoda, że Fernando Gaviria i Michael Matthews znaleźli się w złym miejscu, w złym czasie. Z nimi, tak ciężki finisz na pewno byłby jeszcze ciekawszy.

C’mon Lawson
Co by nie mówić, bardzo przykro patrzy się na cierpienia Lawsona Craddocka. Amerykanin jest po wczorajszym upadku bardzo mocno osłabiony, a jego ciągłe okupowanie ogona peletonu przyprawia kibiców i ból serca. Dodając do tego męczenie się po pierwszym etapie na kontroli antydopingowej, Craddock jest póki co największym pechowcem w wyścigu. Oby góry mu się za to odpowiednio odpłaciły.