Giro d'Italia

Choć peleton wyraźnie nie chce zwolnić ani na moment, nawet Giro d’Italia musi zaczerpnąć tchu przed sobotnią randką z Signore Zoncolanem. Przed nami więc dwa przelotowe odcinki z wyraźnym wskazaniem na sprinterów, choć ten dzisiejszy zawiera w końcówce niewielką niespodziankę w stylu San Remo. 

Odkrywający uroki Emilii-Romanii etap wieść będzie wzdłuż wybrzeża północnego Adriatyku aż do Rimini, które co prawda w ostatnich miesiącach zdobiło nagłówki gazet jako miejsce bardzo niefortunnych wydarzeń – przede wszystkim tragicznego w skutkach wypadku byłego mistrza świata w klasie Moto GP Nicky’ego Haydena, ale znane jest przede wszystkim jako nadmorski kurort eksponowany w wielu filmach urodzonego tam Federico Felliniego.

Następnie peleton uda się wgłąb lądu, by minąwszy Forli rozegrać końcówkę na torze F1 w Imoli. Należy się spodziewać, że cała akcja relatywnie długiego czwartkowego odcinka, całkiem w stylu Milano-Sanremo, zostanie skondensowana na końcowych 20 kilometrach trasy, gdzie nieskomplikowany finisz poprzedzony zostanie potencjalnie interesującym podjazdem. Co prawda 214 kilometrów to nie 300, Adriatyk to nie Morze Tyrreńskie, a Tre Monti (4 km, śr. 4.2%, max. 10%) to nie Poggio di Sanremo, jednak ten bardzo nieregularny podjazd powinien przypaść do gustu wszystkim Wellensom zawodowego peletonu, podczas gdy niektórym sprinterom niekoniecznie.

W innych okolicznościach oczekiwalibyśmy, że niezależnie od konieczności zmierzenia się z podjazdem w końcówce, czwartkowy odcinek musi zakończyć się sprintem z peletonu, jednak tegoroczne Giro d’Italia specjalizuje się w wybuchowych finałach. Skoro więc pretendenci do tytułu raz za razem psują szyki uciekinierom, być może harcownicy spłatają tym razem psikusa najszybszym zawodnikom imprezy?

Oto, co na temat 12. etapu 101. edycji wyścigu Giro d’Italia mieliśmy do powiedzenia jeszcze przed rozpoczęciem imprezy:

Etap 12, 17 maja: Osimo  ›  Imola (214 km)

Ten w znacznej części wiodący wzdłuż wybrzeża Adriatyku odcinek jest tak płaski, jak stanowiąca lokalny przysmak piadina, co jednoznacznie wskazuje na sprinterów. Początek finałowej pętli i linia mety umieszczone zostały na Autodromo Enzo e Dino Ferrari w Imoli, ale pomiędzy dwoma przejazdami przez słynną prostą na torze F1 peleton opuści tor, by wspiąć się na Tre Monti (4 km, śr. 4.2%, max. 10%) i zeń zjechać, co może spłoszyć bardziej płaskolubnych zawodników.

Mamy nadzieję na ataki w końcówce zawodników pokroju Tima Wellensa (Lotto Fix All), Mateja Mohorica (Bahrain Merida) czy Luisa Leona Sancheza (Astana), jednak najbardziej prawdopodobnym scenariuszem pozostaje sprint z dużego peletonu.

Mając z tyłu głowy dzisiejszą rywalizację, Elia Viviani (Quick-Step Floors) starał się możliwie wypocząć podczas dwóch ostatnich etapów, jednak to Sam Bennett (Bora-hansgrohe) zdaje się być na fali wznoszącej, a jego dyspozycja podczas pokonywania mniejszych i większych pagórków jest obecnie imponująca.

Podczas gdy nie przyjdzie nam się już zastanawiać, czy finałowy podjazd przetrwa Jakub Mareczko (Willier Triestina), do rywalizacji o etapowy triumf powinni spróbować się włączyć Sasha Modolo (EF Education First), Niccolo Bonifazio (Bahrain Merida), Danny van Poppel (LottoNL-Jumbo) i Manuel Belletti (Androni).

Zastanawia również, czy w roli czarnego konia nie odnajdzie się doskonale sprawdzający się w analogicznych warunkach Jurgen Roelandts (BMC Racing).

Pełną zapowiedź 101. edycji Giro d’Italia można znaleźć tutaj

Mapy i profile tutaj

Lista startowa tutaj

Plan transmisji TV > tutaj