Fot. Marek Bala / naszosie.pl

Holender wierzy, że pech z początku sezonu nie odbierze mu szans na obronę tytułu w Giro d’Italia.

Od pierwszego startu Dumoulin walczy z losem – w Abu Dhabi Tour dwukrotnie miał defekt w bardzo ważnych momentach – na czasówce i finałowym podjeździe na królewskim etapie. W Strade Bianche szansę na rywalizację odebrała choroba, która wpłynęła też na Tirreno-Adriatico. Ostatecznie walka we włoskim wyścigu zakończyła się kraksą na czwartym etapie.

Próbowali wypełnić ubytek w asfalcie, ale plama nie wyschła. Moje rany są pokryte smołą; wylądowałem na klatce piersiowej i lewym boku. Jestem poobijany, klatka boli, ale nie ma złamań. Próbowałem kontynuować jazdę, ale ból był zbyt duży. Wczoraj było źle, ale dzisiaj jest jeszcze gorzej. Nie jestem w formie od czasu choroby – wyzdrowiałem, ale nie mam siły

– mówił Dumoulin.

Kraksa i ciągły pech Motyla z Maastricht sprawiły, że wielu zaczęło się zastanawiać czy Holender zdoła się przygotować do obrony tytułu w Giro d’Italia. Sam zainteresowany musi najpierw ustalić nowy kalendarz, który zastąpi przerwane Tirreno-Adriatico i stracone już Mediolan-Sanremo.

Wciąż nie wiemy. Ja nie wiem, drużyna nie wie. Musimy poczekać, ja zrobię sobie kilka dni przerwy. Czuję się do dupy, jestem zmęczony. Muszę odpocząć, a za kilka dni będziemy wiedzieć więcej. Do maja jeszcze trochę czasu.