Voster Uniwheels Team

Michał Podlaski opowiada o sezonie 2017, o ciężkich chwilach w życiu sportowca, ale także o marzeniach, które wciąż przed nim.

Pierwszy sezon w ekipie Voster Uniwheels za tobą, w kolejnym kontynuujesz ściganie w biało-zielonych barwach. Jaki był dla ciebie ten rok?

Prawdę mówiąc średnio jestem zadowolony z minionego sezonu. Brakowało porządnego sukcesu na moim koncie. Były momenty kiedy byłem naprawdę blisko, ale zabrakło zwycięstwa w którymś z wyścigów UCI, by potwierdzić moją dyspozycję. Nie raz byłem wysoko, starałem się walczyć, ale nie wygrywałem – a o to tak naprawdę w kolarstwie chodzi.

Myślisz że to kwestia szczęścia, okazji czy coś nie tak było z dyspozycją?

Na tych kilku wyścigach, na których byłem naprawdę dobry zabrakło szczęścia, może odwagi. Uważam, że byłem przygotowany, żeby wygrać.

Większość z twoich klubowych kolegów mówi, że ma po sezonie niedosyt. Ale ogólnie dla ekipy był to chyba udany rok?

Tak, jako drużyna jesteśmy bardzo zadowoleni. Pokazaliśmy, że jesteśmy dobrą ekipą i że możemy walczyć w najważniejszych wyścigach. Trzeba podkreślić, że był to pierwszy rok grupy w takim kształcie. Wszyscy się dobrze dogadywaliśmy, nie było większych nieporozumień. Byłem w różnych zawodowych grupach, bardzo dobrze prosperujących i nie powiedziałbym, że tutaj nam czegokolwiek brakuje.

Skąd więc u was podkreślanie, że dla każdego z osobna sezon ten nie był idealny?

Uważam, że to dobrze, że każdy ma lekki niedosyt. To pokazuje, że zespół jest ambitny i zdeterminowany. Jest połowa stycznia, ale każdy ma już w głowie cele na przyszły sezon i każdy dzielnie pracuje. To pokazuje, że te nasze indywidualne niedosyty są też motywacją do działania.

Jakie są twoje plany na tegoroczną zimę?

Też zacząłem już poważniejsze przygotowania do sezonu. Obecnie jestem z częścią ekipy na Majorce, w lutym już wszyscy spotykamy się na zgrupowaniu w Lloret de Mar. W tym roku mam duży komfort, bo wiedziałem bardzo wcześnie, że mam miejsce w ekipie na kolejny sezon. Wszystko mam rozplanowane aż do pierwszych startów, więc mogę w spokoju szykować formę.

Do ekipy Voster Uniwheels dołączyłeś jako ostatni i to już w trakcie ubiegłego sezonu. Jak wyglądał u ciebie ten czas?

To prawda, było bardzo dużo zawirowań. Nie miałem możliwości dobrze rozplanować przygotowań do sezonu, bo byłem na zgrupowaniu w grudniu i styczniu, a w lutym i marcu już nie. Miałem niepewną sytuację. To był chyba najcięższy okres w mojej sportowej karierze. Ale nie poddawałem się, wiedziałem że muszę to przetrwać, a później pójdzie z górki. I faktycznie tak się stało.

Skoro jest już spokojna głowa, porozmawiajmy o celach i marzeniach na ten i kolejne sezony. Co znajduje się wśród twoich sportowych marzeń?

Nie ukrywam, że od zawsze marzę o koszulce mistrza Polski jako o najpiękniejszym sukcesie jaki każdy polski kolarz może sobie wymarzyć. Poza tym uważam, że poprzeczkę trzeba sobie stawiać wysoko. W minionym roku podczas mistrzostw Polski także bardzo dobrze się czułem i wiem, że jestem w stanie należycie przygotować się na tę imprezę. W Sobótce w 2014 roku niewiele zabrakło mi żeby zwyciężyć, może w przyszłości się uda? W dodatku w niedalekim odstępie czasowym od MP mamy inne ciekawe wyścigi takie jak Małopolski Wyścig Górski czy Wyścig „Solidarności” i Olimpijczyków, na które siłą rzeczy też powinienem być w wysokiej dyspozycji. Wśród celów i marzeń jest też możliwość godnego reprezentowania Polski w Tour de Pologne.

Masz małego synka. Chciałbyś żeby w przyszłości poszedł w ślady taty i został kolarzem?

Czasem się z żoną zastanawiamy czy młody nie zechce przypadkiem zacząć trenować kolarstwa. Na razie się tego obawiam (śmiech). Mamy w domu mały zegarek w kształcie roweru, strasznie się do niego przysiada i próbuje jeździć. To mogą być pierwsze „objawy”. Jeżeli będzie chciał zostać kolarzem to na pewno będzie miał lżej niż jego tata. Kiedy ja zaczynałem jeździć, w mojej rodzinie nie było nikogo kto uprawiałby jakąkolwiek dyscyplinę – ja byłem jedynym dzikusem, który wziął się za sport i musiałem sam przebijać się przez wszystkie bariery po drodze. Mój syn na pewno miałby łatwiej, mając już ojca w kolarskim światku. Zobaczymy jak życie się ułoży. Nic na siłę, ale jak tylko będzie chciał, na pewno pomogę mu, żeby mógł zostać jeszcze lepszym kolarzem niż jego tata.

Rozmawiała Karolina Halejak – vosteruniwheelsteam.pl