Paris-Roubaix 2012/ letour.fr

W ostatnich latach ze światowego peletonu odeszło wiele barwnych postaci, zwanych nawet legendami. Contador, Cancellara, Hesjedal – to tylko kilku kolarzy, których kibicom bardzo brakuje. Belgowie najbardziej żałują jednak przejścia na emeryturę przez Toma Boonena, który swoje ostatnie wielkie sukcesy odniósł ponad 5 lat temu.

Tornado Tom był bez wątpienia jedną z najważniejszych kolarskich postaci na przełomie pierwszych dwóch dekad XXI wieku. Boonen jeszcze przez wiele lat będzie wspominany jako najlepszy specjalista od bruków (ze względu na jedno zwycięstwo w Paryż – Roubaix więcej od Fabiana Cancellary), który potrafił urwać nie tylko rywali, ale także korby.

Ostatni wielki sezon Boonena przypadł na 2012 rok. Belg, jeżdżący wówczas w ekipie Omega Pharma – QuickStep, był w kapitalnej formie i nie miał zamiaru schodzić z tonu do końca wiosennej kampanii. Nie da się jednak ukryć, że niewielką “pomocą” dla Tornado Toma była kontuzja Fabiana Cancellary. Nieobecność Szwajcara na trasach najważniejszych klasyków stawiała lidera zespołu Patricka Lefevere’a w roli wielkiego faworyta. Śmiem jednak twierdzić, że nawet Spartakus nie byłby wówczas w stanie zagrozić doświadczonemu Belgowi.

Wielki okres Boonena rozpoczął się już od wyścigu E3 Harelbeke, oczywiście przez niego wygranego. Impreza tradycyjnie rozgrywana w piątek padła łupem lidera Quick-Stepu z niemałymi problemami. Świadczy o tym choćby fakt, że w pierwszej grupie do mety dojechało ponad 40 zawodników, a Belg, jak za najlepszych czasów był z nich najszybszy. Podobnie stało się także podczas Gent – Wevelgem, gdzie Tornado Tom idealnie rozegrał koncówkę, dając sobie szansę na podniesienie rąk w geście triumfu.

Kolejny popis geniuszu naszego dzisiejszego bohatera przypada na Ronde van Vlaanderen 2012. To własnie wtedy, po kapitalnie rozegranym wyścigu i jeszcze lepszym finiszu, Boonen odniósł trzecie zwycięstwo we Flandrii w karierze. Zagrozić mu starali się zarówno Filippo Pozzato, jak i Alessandro Ballan, lecz ostatecznie nie byli w stanie go pokonać.

Tydzień później, wielka kariera Boonena w pewnym sensie skończyła się. Belg odniósł wtedy ostatnie, czwarte zwycięstwo w Piekle Północy. Nie byłoby w tym jednak aż tyle niezwykłości, gdyby nie styl. Lider Omega Pharma zaatakował około 50 kilometrów przed metą, w stylu Fabiana Cancellary z 2010 roku, a pomógł mu w tym Niki Terpstra. Na metę, Boonen wjechał ponad półtorej minuty przed pierwszą grupką, z której najszybciej zafiniszował Sebastien Turgot.

Wiosna 2012 była ostatnią tak niesamowitą w wykonaniu Boonena. Niewykluczone, że wtedy, po raz ostatni oglądaliśmy jednego kolarza na najwyższym stopniu podium po obu brukowanych monumentach.