Fot. Team Sky

Doskonały wynik uzyskany w sobotniej Il Lombardii wskazuje, że 23-letni Włoch nie wziął sobie do serca kolejnych kontrowersji wokół jego poczynań, tym razem związanych z wypadkiem Sebastiena Reichenbacha w wyścigu Tre Valli Varesine. Gianni Moscon podkreśla jednak, że nie ma sobie nic do zarzucenia i będzie bronił swojego imienia.

Przypomnijmy, że podczas rozgrywanego we wtorek Tre Valli Varesine jeżdżący w barwach FDJ Szwajcar doznał złamania łokcia, co zakończyło jego sezon. Wkrótce francuska ekipa oskarżyła zawodnika Team Sky o spowodowanie wypadku, a Reichenbach złożył oficjalne doniesienie na policję.

Moscon podtrzymuje jednak swoją wersję o tym, że z kraksą Szwajcara nie miał nic wspólnego, a jego dobre imię zostało skalane.

Nie obawiam się żadnego zawieszenia, ponieważ nie zrobiłem nic złego,

– powiedział dziennikarzom zgromadzonym w mixed zone.

Oskarżenia są bardzo poważne, dlatego [Reichenbach i FDJ] będą je musieli dobrze uzasadnić. To, co napisali, skalało moje dobre imię. Tym razem nie zamierzam odpuścić.

Jestem gotowy się bronić i nie martwi mnie ta sytuacja, ponieważ jeśli prawda wyjdzie na jaw, nic mi nie grozi.

W sobotę wydawało się, że nowy enfant terrible kolarstwa będzie sprawcą kolejnych kontrowersji, pokonując linię mety w Como wśród krzyków i gniewnych gestykulacji Alexisa Vuillermoza. Ten incydent nie miał jednak ciągu dalszego.

Coś do mnie powiedział [Vuillermoz], jednak uważam, że mój sprint był czysty. Przecież nie jest tak, że musisz zejść z drogi jeśli ktoś inny chce zafiniszować. W ten sposób przegrał, ale tak czy inaczej nie wydaje mi się, aby miał dostatecznie dużo pod nogą.

Sam nie mogę niczego żałować. Zaatakowałem w połowie podjazdu do Civiglio, jednak nie było wątpliwości, że to Vincenzo [Nibali] był najmocniejszym kolarzem wyścigu. Spotkałem go przed startem i zasugerowałem, że wygra. Miałem rację.