pierre rolland

Pierre Rolland, dojeżdżając „na solo” do mety sidemnastego etapu Giro d`Italia 2017, dał drużynie Cannondale-Drapac pierwsze europejskie zwycięstwo w wyścigu rangi World Tour od 2015 roku. Ponadto, Francuz nigdy wcześniej nie wznosił na mecie rąk w górę we włoskim wielkim tourze.

W 2016 roku Pierre Rolland spędził długie tygodnie na Teneryfie, gdzie przygotowywał się do Tour de France. Wówczas we Francji zabrakło mu tego, co jest niezbędne oprócz wysokiej dyspozycji fizycznej, a więc formy. Upadł dwukrotnie – na ósmym i dziewiętnastym etapie, w związku z czym musiał pożegnać się z marzeniami o dobrym miejscu w klasyfikacji generalnej.

To moje największe zwycięstwo od czasu triumfu na Alpe d`Huez [odniósł je w Tour de France 2011], ono znaczy dla mnie bardzo wiele. W zeszłym roku byłem w stu procentach przygotowany do Tour de France. To był mój pierwszy sezon w barwach Cannondale-Drapac, ale został namalowany czarnymi barwami. Miałem kraksę i wszystko przepadło. Byłem bardzo zawiedziony. W tym roku moje przygotowania do sezonu wyglądały inaczej, ponieważ w stu procentach skoncetrowałem się na Giro, w którym miałem zamiar walczyć o wygrane etapowe. Próbowałem kilkakrotnie, byłem blisko [na jedenastym etapie był trzeci], ale wiedziałem, że to dziś będzie mój dzień”

– powiedział Rolland.

Duży wkład w zwycięstwo 30-letniego Pierre`a Rollanda ma jego kolega z drużyny Michael Woods, który jechał z nim w ucieczce dnia, i w kluczowej fazie etapu kasował akcje rywali oraz przygotował atak Francuza. Odjazd po zwycięstwo, Rolland przypuścił siedem kilometrów przed metą.

Zazwyczaj trudno jest wygrać z ucieczki, ale wiedziałem, że dziś nadarzy się ku temu największa szansa. Jutro będzie to niemożliwe, ponieważ rywalizacja w klasyfikacji generalnej wciąż jest otwarta, a ja wiem, że nie byłbym w stanie rywalizować z [Vincenzo] Nibalim czy [Nairo] Quintaną

– dodał.

Złapany przez dziennikarzy zaraz za metą Davide Formolo, także kolarz Cannondale-Drapac, cieszył się niemal tak samo, jakby to nie Rolland, a on sam wygrał etap. Podkreślił, że zasługiwał on na zwycięstwo, ponieważ jest świetnym kolegą i wykonuje niesamowicie ciężką pracę na treningach, a podczas wyścigów wciąż atakuje, szukając swojej szansy.

Przypomnijmy, że kilka dni temu podopieczni Jonathana Vaughtersa mogli cieszyć się zwycięstwa etapowego World Tour w Stanach Zjednoczonych. Andrew Talansky pokonał w dwójkowym sprincie Rafała Majkę na królewskim etapie Amgen Tour of California z podjazdem pod Mt. Baldy.