Paris-Roubaix / letour.fr

Mimo szczerych chęci i bardzo dobrej formy, Matthew Hayman nie zdołał obronić tytułu zdobytego w zeszłym roku podczas Paryż – Roubaix. Australijczyk przyznał, że miejscem, które zdecydowało o jego porażce był sektor Mons-en-Pevele. 

Hayman, w odróżnieniu od ubiegłego sezonu, był tym razem wymieniany w gronie faworytów. Wiele par oczu było zwróconych w szczególności na niego, gdyż nikt nie wiedział jaką taktykę wybierze ubiegłoroczny triumfator. Niestety dla doświadczonego kolarza, Mons-en-Pevele praktycznie pozbawiło go szans na drugie zwycięstwo.

Wydaje mi się, że każdy z faworytów wziął sobie za cel szybki atak. Roubaix jest wyścigiem, który zaczyna się bardzo szybko, co bardzo odpowiada mojemu stylowi jazdy. Straciłem sporo czasu ze względu na problemy ze sprzętem. Na szczęście po defekcie swoje koło oddał mi Magnus, co skróciło czas, który musiałem później odrabiać. Stało się to chwilę przed wjazdem do lasku Arenberg, co także utrudniło mi pogoń. Niestety, ta sytuacja nie pozwoliła mi odpowiedzieć na akcję zaczepną, która rozpoczęła się na Mons-en-Pevele, choć ja także nie jestem bez winy. – powiedział Hayman.

Wydawało się, że w decydujących momentach z faworytami jechać będzie Jens Keukeleire. Niestety, kolega Haymana zanotował defekt, który także wykluczył go z walki.

Byłem za daleko, a różnica była za duża. Mons-en-Pevele jest bardzo trudnym odcinkiem, co wskazuje jego pięciogwiazdkowe oznaczenie. Jeszcze na bruku doszedłem do grupki 15 faworytów, w której wcześniej znajdował się Jens. Niestety defekt wykluczył go z dalszej walki, w efekcie czego zostałem sam, bez możliwości pogoni za odjeżdżającą trójką. Zrozumiałem, że wyścig się skończył, kiedy z nadawania mocnego tempa zrezygnował Tom Boonen, który z przodu miał swojego kolegę. Gdyby tylko w grupie faworytów był także Jens, wówczas mogłoby to wyglądać inaczej. – dodał.

Ostatecznie doświadczony Australijczyk zakończył rywalizację na 11. miejscu.