Cannondale-Drapac

Dwa mocne punkty amerykańskiej drużyny na klasyki – Taylor Phinney i Sep Vanmarcke – są niepewne startu w Paryż-Roubaix.

Tegoroczna edycja Ronde van Vlaanderen miała okazać się przełomowa dla Sepa Vanmarcke. Niestety po raz kolejny szczęście nie było po jego stronie. Lider Cannondale – Drapac na skutek kraksy złamał palec i nie był w stanie kontynuować dalszej jazdy. Na udany wyścig liczył także drugi z liderów amerykańskiej ekipy, Taylor Phinney. Wypadek niecałe 90km przed finiszem zmusił go do rezygnacji z wyścigu.

Dla Vanmarcke monument zakończył się około 50 kilometrów przed metą. Belg, bez kontaktu z innymi kolarzami, upadł na asfalt, a jadący za nim Maciej Bodnar (BORA – hansgrohe), ratując się przed kraksą, wjechał do rowu. Tyle szczęścia nie miał Luke Rowe (Team Sky), który również przewrócił się na drogę. Brytyjczyk ostatecznie dojechał do mety, ale na bardzo odległym, 120. miejscu.

Szczęście w ostatnich tygodniach mi nie dopisuje. Ciężka kraksa, straciłem dużo skóry, a prześwietlenie wykazało złamanie palca

– skomentował wpisem na Twitterze załamany Vanmarcke.

Krótkiego wywiadu dla Cycling Weekly udzielił brat kolarza i dyrektor sportowy Cannondale-Drapac, Ken Vanmarcke:

Nigdy nie jest dobrze, jak masz taką kraksę. Trochę się boimy o jego rękę. Oczywiście w kolarstwie każdy wypadek niesie ze sobą utratę sporej ilości skóry, a do tego dochodzi uraz psychiczny. To są twardzi faceci, Sep jeszcze powróci.

Z kolei Taylor Phinney upadł w środkowej części wyścigu. Amerykanin nie uniknął kontaktu głowy z asfaltem. Uderzenie było tak silne, że zostawiło na jego kasku widoczne ślady. Skończyło się na lekkim wstrząśnieniu mózgu.

Po wypadku Taylor skarżył się na zawroty głowy, ale potem było lepiej. Lekarz go obejrzał i powiedział, że jest w porządku

– opowiedział Ken Vanmarcke.

Na zakończenie dyrektor sportowy Cannondale-Drapac przyznał, że Taylor Phinney “raczej” pojedzie w Paryż-Roubaix, ale los Sepa Vanmarcke “to inna historia”.