Floyd's of Leadville / floydsofleadville.com

Amerykanin otworzył nowy biznes, który zajmuje się wytwarzaniem produktów z olejku z nasion konopnych. Przy okazji, w rozmowie z L’Equipe, poruszył doskonale sobie znany temat dopingu.

Artykuł francuskiej gazety głównie skupia się na nowej firmie (nie)zwycięzcy Tour de France 2006. W Colorado, gdzie narkotyk jest legalny, Landis będzie produkował produkty wziewne i jadalne. Jako znakomity kolarz Floyd nie uniknął jednak tematu dopingu i sportu w ogóle.

Mam nadzieję, że w dzisiejszych czasach sportowcy mają prawo do lepszych kontroli. Gwarantuję, że ani jeden zawodowiec nie ma pełnego zaufania do systemu. Nikt nie chce się odzywać z obawy przed konsekwencjami. Ktokolwiek spróbuje z nimi walczyć, może nagle otrzymać pozytywny wynik badania. To mafia, tak jak MKOl. 

Co ciekawe były pomocnik Lance’a Armstronga wspomniał, że w 2006 roku zażywał EPO i wykonywał transfuzje krwi, a został złapany na testosteronie, którego nigdy nie brał. Chwali też doktora Michele Ferrariego, który organizował doping.

Sport nigdy nie będzie czysty, a goście, którzy biorą zawsze będą jeden krok z przodu. Kiedy jeździłem Ferrari był człowiekiem, do którego należało iść – miał wszystkie informacje i układy w WADA [Międzynarodowa Agencja Antydopingowa – przyp. red.]. Zdarzyło się nawet, że kupił produkty od gości z madryckiego laboratorium, którzy dostali je do badań. Ferrari to geniusz.