Floyd's of Leadville / floydsofleadville.com

Brak na starcie Tour de France 2006 kluczowych postaci poprzednich edycji zapowiadał nowe rozdanie. Karty znalazły się jednak w rękach szulera, który dla fanów kolarstwa miał większą niespodziankę niż as w rękawie.

Pierwszy wyścig po okresie dominacji Lance’a Armstronga miał zgoła odmienny przebieg niż wcześniejsze. Aż dziesięciokrotnie dochodziło do zmiany posiadacza żółtej koszulki, lecz nie z tego powodu dziewięćdziesiąta trzecia edycja Wielkiej Pętli przeszła do historii…

15 lipca podczas trzynastego etapu ekipa Phonak kompletnie odpuszcza odjazd, przez co peleton traci do uciekinierów blisko pół godziny, a Floyd Landis prowadzenie w imprezie. To przejmuje, z przewagą osiemdziesięciu dziewięciu sekund nad Amerykaninem, plasujący się przed startem w połowie piątej dziesiątki Oscar Pereiro.

Po dniu przerwy, 18 lipca, Landis przyjeżdża czwarty na L’Alpe d’Huez i odzyskuje maillot jaune. Na kolejnym etapie kończącym się podjazdem pod La Toussuire-Les Sybelles, Amerykanin przeżywa jednak poważny kryzys i traci przeszło osiem minut do najgroźniejszych rywali. W klasyfikacji generalnej spada na jedenastą lokatę i przynajmniej teoretycznie żegna się z nadziejami o końcowym triumfie.

20 lipca Landis odradza się niczym Feniks z popiołów, atakuje ponad sto dwadzieścia kilometrów przed metą odcinka prowadzącego z Saint-Jean-de-Maurienne do Morzine, samotnie mija linię mety, niwelując niemal wszystkie poniesione dzień wcześniej straty. Przesuwa się na trzecie miejsce w wyścigu, ledwie trzydzieści sekund za Pereiro. Tym wyczynem wprawia kolarski świat w zachwyt.

Dwa dni później Landis zajmuje trzecią lokatę w jeździe indywidualnej na czas. To wystarcza, aby wygrać Tour de France. Czar tej romantycznej opowieści pryśnie bardzo szybko.

26 lipca, ledwie trzy dni po etapie przyjaźni w Paryżu, UCI ogłasza, że jeden z kolarzy uzyskał pozytywny wynik testu antydopingowego. Do czasu przebadania próbki B jego tożsamość pozostanie tajemnicą. Podgrzewa to falę medialnych spekulacji. Kilka tytułów twierdzi, że chodzi o Floyda Landisa. Oliwy do ognia dolewa fakt, że sam zawodnik zrezygnował z udziału w dwóch kryteriach (w Holandii i Danii), zasłaniając się problemami z biodrem, mimo że za każdy start miał zainkasować sześćdziesiąt tysięcy euro.

Drużyna Phonak potwierdza 27 lipca, że badanie przeprowadzone po pamiętnym siedemnastym etapie wykazało podwyższony poziom testosteronu u Floyda Landisa. Zachowuje przy tym powściągliwość, sugerując, że być może to wynik naturalnego procesu. Nazajutrz sam zawodnik zaprzecza, jakoby stosował niedozwolone wspomaganie, ale nie wierzy przy tym, aby próbka B dała wynik negatywny. Dziennikarze wspominają, że na otrzymany rezultat mogło wpłynąć wypicie przez Amerykanina piwa i kieliszka whisky wieczorem 19 lipca. Trudno to jednak uznać za wiarygodne wyjaśnienie…

Podczas konferencji prasowej w Madrycie, 29 lipca, Landis jest w zdecydowanie bardziej bojowym nastroju. Mówi, że podwyższony poziom testosteronu do epitestosteronu jest dla niego naturalny. Dodaje również:

Deklaruję przekonująco i kategorycznie, że zwycięstwo w Tour de France było jedynie wynikiem wieloletnich treningów i mojego pełnego oddania się kolarstwu, poświęcenia całego życia, aby spełnić marzenie, marzenie o tysiącach kilometrów, które ukończyłem z absolutnym szacunkiem dla czystości tego sportu.

Wiarygodność jego słów obniża fakt, że w poprzednich sezonach kolarzy drużyny Phonak stosunkowo często przyłapywano na stosowaniu niedozwolonych środków, na przykład Tylera Hamiltona.

Kilka dni później „L’Equipe” informuje, że w pobranej od zwycięzcy Tour de France próbce wykryto testosteron pochodzenia egzogennego. Wtóruje mu „New York Times”, co podważa wyjaśnienia Landisa.

5 sierpnia UCI ogłasza, że badanie próbki B Amerykanina także dało wynik pozytywny. Po raz pierwszy w historii wykazano, że triumfator Wielkiej Pętli stosował doping w trakcie imprezy.

To oczywiste dla nas, że Floyd Landis nie jest już zwycięzcą Tour de France 2006

– mówi Christian Prudhomme, który po roli asystenta Jean-Marie Leblanca od kolejnej edycji będzie dyrektorem wyścigu. Amerykanin zachowa żółtą koszulkę, dopóki nie zostanie jednoznacznie uznany za winnego. Traci jednak pracę, pogrążając przy tym ostatecznie ekipę Phonak, która z końcem sezonu zostanie rozwiązana.

Od tego momentu dochodzeniem zajmuje się USADA. Landis wielokrotnie wspomina o błędach proceduralnych popełnionych przez francuskie laboratorium Chatenay-Malabry. W międzyczasie przechodzi operację stawu biodrowego.

W grudniowym wywiadzie dla „The Mail on Sunday” przyznaje, że koszty dotychczasowej obrony wynoszą sto pięćdziesiąt tysięcy dolarów, a w przyszłości mogą sięgnąć nawet pół miliona. Dlatego kilka tygodni później zakłada „Floyd Fairness Fund”, a składki fanów mają pomóc mu w walce o zachowanie dobrego imienia oraz wspierać prawa innych zawodników przeciw którym toczą się postępowania antydopingowe.

Na początku stycznia 2007 roku z rozmowie z „New York Times” szef WADA, Dick Pound bezkompromisowo wypowiada się o wpadce Landisa:

Mówię poważnie, to było 11 do 1 [stosunek testosteronu do epitestosteronu]. Można by pomyśleć, że naruszy każdą dziewicę w promieniu stu mil. Jak on wsiada na rower?

Na prośbę USADA w kwietniu dochodzi do ponownej analizy próbek B Landisa z Tour de France w Chatenay-Malabry. Zawodnik był temu przeciwny, następnie bezskutecznie prosił, aby do badania doszło w laboratorium w Los Angeles. „L’Equipe” donosi, że wykryto w nich ślady syntetycznego testosteronu, co potwierdza później samo laboratorium.

Landis i jego prawnicy twierdzą, że uniemożliwiono ich przedstawicielowi obserwację kluczowej fazy analizy i po raz kolejny podważają wiarygodność ekspertyzy. Publicznie wsparcia dawnemu koledze z zespołu udziela Lance Armstrong.

Kilka dni przed rozprawą Landis wyjawił, że USADA już w sierpniu zaoferowała mu niskie zawieszenie w zamian za dostarczenie informacji obciążających Armstronga. Nie skorzystał. Przynajmniej wówczas…

Dopiero w maju odbywają się przesłuchania przed Amerykańskim Stowarzyszeniem Arbitrażowym. Jednym z trzech arbitrów jest Richard McLaren, autor późniejszych raportów dotyczących dopingu w rosyjskim sporcie. Obie strony: USADA i Landis, paradujący często w żółtym krawacie, atakują się wzajemnie, a rozstrzygnięcia nadal nie widać. Na jaw wychodzi fakt, że menadżer Amerykanina, Will Geoghegan, szantażował będącego świadkiem Grega LeMonda. Trzykrotny zwycięzca Wielkiej Pętli w rozmowie telefonicznej w sierpniu 2006 roku wyznał Landisowi, że w dzieciństwie był molestowany przez wujka, zachęcając go tym samym do powiedzenia, nawet najtrudniejszej, prawdy.

Natomiast na trasie Tour de France nieobecny jest numer „1” – Oscar Pereiro startuje z „11”.

20 września Floyd Landis zostaje uznany winnym i zdyskwalifikowany na dwa lata, począwszy od 30 stycznia 2007 roku. UCI nie czekając na rozstrzygnięcie apelacji w Trybunale Arbitrażowym ds. Sportu ogłasza Oscara Pereiro zwycięzcą Tour de France 2006. 15 października podczas oficjalnej ceremonii w Madrycie Christian Prudhomme wręcza Hiszpanowi nagrodę i żółtą koszulkę. 30 czerwca 2008 roku CAS odrzuca apelację Landisa.

Daleki od dawnej dyspozycji Amerykanin w sezonie 2009 ściga się na peryferiach kolarskiego świata. Mimo to w kolejnym roku liczy na angaż w nowo powstałej drużynie Lance’a Armstronga – Radioshack. Dawny kompan z U.S. Postal odmawia.

Floyd Landis, człowiek, który zeznał pod przysięgą, że nie stosował dopingu, przerwał wówczas zmowę milczenia i opowiedział o nieznanej dotąd twarzy siedmiokrotnego triumfatora Tour de France. Zbliżał się koniec “EPOki”…