(c) ASO/ letour.fr

Na podjazd noszący nazwę Col de la Forclaz w szwajcarskich czy francuskich Alpach natknąć się jest niemal tak łatwo, jak na Nowaka w Polsce czy Rasmussena w Danii. Nie może zatem dziwić, że po pierwszym podejściu do tematu w środę, już dzisiaj uczestnikom 103. edycji Wielkiej Pętli przyjdzie poznać jego nieodległych kuzynów. A jeśli na ich zboczach ponownie zmierzą się Rafał Majka, Jarlinson Pantano i Ilnur Zakarin, poczucie déjà vu się dopełni.

Bez cienia ironii mogę napisać, że organizatorzy Tour de France dokonali wszelkich starań, aby przedostatni dzień w górach tegorocznej edycji wyścigu był niezapomnianym widowiskiem. Na przestrzeni zaledwie 146 kilometrów zdołali oni upakować aż pięć podjazdów, a nachylenie podczas tej trwającej od startu do samej mety wspinaczki bardzo często oscylować będzie w granicach 10%.

Jak jednak doskonale wiemy, nawet najwyśmienitsza scenografia sama w sobie nie jest gwarancją fantastycznego spektaklu. Podobnie najeżona alpejskimi przełęczami kompaktowa trasa nie zapewni ekscytującego widowiska, jeśli główni aktorzy ponownie odmówią wyjścia na scenę.

Cała nadzieja jednak w harcownikach – z Rafałem Majką na czele, którzy wydają się silni i zmotywowani jak nigdy wcześniej, a otwierająca piątkową rywalizację wspinaczka pod Collet de Tamié pozwala wierzyć, że w odjeździe (ponownie) nie będzie przypadkowych nazwisk.

Oto, co na temat 19. etapu 103. edycji Tour de France mieliśmy do powiedzenia jeszcze przed rozpoczęciem wyścigu:

Etap 19, 22 lipca: Albertville – Saint-Gervais Mont Blanc (146 km)

Etap wpisujący się w najnowsze tendencje obowiązujące w kolarstwie szosowym – krótki i najeżony podjazdami. Największe emocje od startu do mety są gwarantowane, a podgrzeją je cztery klasyfikowane podjazdy: Col de la Forclaz de Montmin (kat. 1., 9.8km, 6.9%), Col de la Forclaz de Queige (kat. 2., 5.6km, 7.8%), Montee de Bisanne (HC, 12.4km, 8.2%) i Saint-Gervais Mont Blanc (kat. 1., 9.8km, 8%), na którym ulokowana jest meta. Cały etap powinien obfitować w akcję, jednak z uwagi na wyjątkowo łatwy odcinek dzielący podjazd najwyższej kategorii od finałowego wzniesienia, ataków głównych aktorów Tour de France należy się spodziewać dopiero u podnóża Saint-Gervais Mont Blanc.

A zatem przed nami ostatnia meta na podjeździe. Kto zatriumfuje w cieniu monumentalnego Mont Blanc?

tdf 2016 etap 19

CARTE (18)

PROFILCOLSCOTES_1 (10)

PROFILCOLSCOTES_2 (1)

Dwa etapowe triumfy to standard, który zazwyczaj zadowala wszechmocne Team Sky, dlatego najprawdopodobniej ekipa lidera wyścigu nie będzie dzisiaj zainteresowana pozbawianiem uciekinierów marzeń. Warto zresztą zaznaczyć, że spośród ośmiu rozegranych już górskich odcinków, tylko w jednym z nich to liderzy na klasyfikację generalną walczyli między sobą o zwycięstwo.

Pozostałe miejsca na podium pozostają sprawą otwartą i tu należy spodziewać się mniej lub bardziej zaciętej rywalizacji, jednak nie wydaje się, aby drużyny takie jak BMC, Movistar czy Trek – Segafredo miały dość zasobów, by przedwcześnie nadwyrężać siły swoich pomocników celem zlikwidowania odjazdu. Zatem ataków z grupy lidera, jeśli w ogóle nastąpią, należy się spodziewać dopiero na Saint-Gervais Mont Blanc.

Do tego czasu harcownicy powinni zbudować już wystarczającą przewagę, a wśród nich niemal na pewno pojawią się zapowiadający kolejne ofensywne akcje Rafał Majka (Tinkoff), Jarlinson Pantano (IAM Cycling), Ilnur Zakarin (Katusha) czy Serge Pauwels (Dimension Data). Powinien też zaistnieć w niej jakiś zawodnik Astany i dowolnie wybrany dzielny Francuz.

Istnieje cień szansy, że ekipa z Kazachstanu spróbuje przejąć kontrolę nad wydarzeniami i uratować swój Tour de France, umożliwiając Fabio Aru odniesienie etapowego zwycięstwa. Cień szansy oznacza jednak dość niskie prawdopodobieństwo wprowadzenia w życie takiego scenariusza.