Luca Bettini /BettiniPhoto©2016

Po dwóch tygodniach rywalizacji w 103. edycji Tour de France, niemal wszyscy uczestnicy wyścigu zaczynają odczuwać skutki kumulującego się zmęczenia. Mając w posiadaniu koszulki liderów klasyfikacji górskiej i punktowej, zawodnicy ekipy Tinkoff nie tracą jednak zapału do walki, a Rafał Majka ponownie był jednym z głównych rozgrywających etapu w szwajcarskich Alpach. 

Dzień przerwy pozwolił uczestniczącym w Wielkiej Pętli kolarzom na złapanie oddechu, jednak wytyczona na środę trasa stanowiła wyjątkowo brutalny powrót do rzeczywistości. Ucieczka dnia uformowała się dopiero po 80 kilometrach, a w jej składzie znaleźli się między innymi Majka i lojalnie wspierający go Peter Sagan.

Chociaż ostatecznie został wyraźnie pokonany przez Ilnura Zakarina (Katusha) i Jarlinsona Pantano (IAM Cycling), Polak ponownie wykazał się agresywną postawą i zgromadził cenne punkty do klasyfikacji górskiej. Oto, co miał do powiedzenia po zakończeniu etapu:

Dzisiaj to dzięki pomocy Petera znalazłem się w odjeździe. On jest jak maszyna i dawał bardzo mocne zmiany na podjazdach, co umożliwiło mi zdobycie kolejnych punktów. Był dzisiaj imponująco silny. Należą mu się za to słowa uznania, jak również pozostałym członkom drużyny, którzy bardzo mi pomagają. To dla nich chcę wygrać tę koszulkę, dla drużyny i dla Olega – wspierał nas przez ostatnie 5 lat i zamierzamy wyrazić swoją wdzięczność, wjeżdżając w tych trykotach do Paryża.

Jestem szczęśliwy, a nie rozczarowany. Podczas tej edycji Tour de France jechałem w odjeździe już sześć razy, co samo w sobie nie jest proste. Rzeczywiście, jak dotąd umykało mi zwycięstwo, jednak udało mi się zebrać wiele punktów w rywalizacji o tytuł króla gór. Wyrazy uznania dla Zakarina, który był dzisiaj silniejszy, podczas gdy ja zawsze cierpię po dniu przerwy. Przede mną cały czas dwa bardzo ciężkie etapy, na których dam z siebie wszystko.