Marek Bala / naszosie.pl

Mistrz świata z Ponferrady stał się największą gwiazdą dzisiejszej konferencji prasowej. Wzbudził ogromne zainteresowanie i ze spokojem odpowiadał na pytania dziennikarzy.

Jak noga przed startem?

Forma jest trochę niewiadomą. W tym roku ciężko pracowałem, ale w wielu startach noga nie była tam gdzie powinna. Teraz jestem pewien, że zrobiłem wszystko, żeby się jak najlepiej przygotować, ale nie mogę zapewnić kibiców, że będę walczył o zwycięstwo. Jedyne, co obiecuję to, że dam z siebie wszystko i tak długo, jak będę w stanie, będę z przodu. Spędziłem trzy tygodnie w Karkonoszach i mam nadzieję, że ten ciężki cykl przygotowań wystarczy, żeby jak najgodniej reprezentować drużynę i samego siebie na tym wyścigu.

Kiedy dowiedziałeś się, że jednak pojawisz się na Tour de Pologne, a Chris Froome będzie musiał sobie poradzić bez ciebie w Tour de France?

Właściwie decyzja o zrezygnowaniu z Tour de France zapadła przed samym startem. Po Dauphine musiałem pauzować przez siedem dni z powodu zapalenia krtani i wiedziałem, że może byłbym wstanie pomóc Chrisowi Froome’owi pojechać po wygraną w Wielkiej Pętli, ale nie byłbym sobą na tym wyścigu. Jak sportowcowi odpada tydzień w tak kluczowym momencie, to jest to bardzo dużo. Bałbym się że nie mógłbym jechać na 100% i najlepszą dla mnie opcją stał się start w Tour de Pologne – zyskałem dodatkowy tydzień na treningi.

Na Dauphine męczyło mnie wirusowe zapalenie krtani, nie mogłem z tym nic zrobić. Objawy pojawiły się na pierwszym etapie i niepotrzebnie pojechałem drugi i trzeci odcinek. Oddychałem jak przez słomkę, ale nie wiedzieliśmy co się dzieje i jak sytuacja się rozwinie.

W skali 1-5 Michał trudność pierwszego etapu ocenił na… 1.

Na takich etapach, trochę przypominających kryterium, trzeba się pilnować, bo dużo kolarzy próbuje walczyć o bonifikaty. Pamiętamy jednak, że przed nami cztery mordercze, bardzo długie odcinki z dużymi przewyższeniami i w stosunku do nich Warszawskie ściganie jest łatwe.

Chociaż konferencja odbyła się przed Tour de Pologne, to nie zabrakło pytań o najważniejszą imprezę sezonu     – Igrzyska Olimpijskie. Michał przyznał, że czasami w treningach ponoszą go ambicje…

Podpisałem kontrakt z Team Sky, chciałem wejść w rok bardzo mocno. W sezonie olimpijskim miałem ogromne ambicje i być może trochę za to zapłaciłem. Spędziłem dużo czasu z drużyną i wszyscy wiedzą, że codziennie daję z siebie wszystko, czasami może nawet za dużo. Dbam o siebie, o higienę i żywienie, jestem sportowcem 24 godziny na dobę. Nie jestem robotem, tylko człowiekiem i mam nadzieję, że gorsze chwile już za mną.

Przed Igrzyskami wystartuję jeszcze w Clasica San Sebastian, więc nie ma sensu jechać na zgrupowanie wysokogórskie. Efekt byłby mizerny, wręcz mogłoby to zaszkodzić. Spędzę czas w Karkonoszach, gdzie odkryłem nowe, fajne trasy. Świetnie się tam jeździ, a moja historia pokazuje, że po zgrupowaniach w Karkonoszach jestem w formie i teraz liczę na powtórkę.