(c) ASO/ letour.fr

Nieczęsto zdarza się, aby lider Wielkiej Pętli nie tylko brał udział w ucieczce dnia, ale docierał na metę powiększając swoją przewagę. Okres panowania w Francji Grega Van Avermaeta, nawet jeśli krótki, z pewnością zostanie zapamiętany, a prześladowany przez pecha zawodnik BMC Racing może bez wstydu zameldować się w grupetto. 

Zatem w miejscu, gdzie dla 31-letniego Belga na dobrą sprawę tegoroczne Tour de France może się już zakończyć – osiągnął on bowiem znacznie więcej, niż zostało zapisane we wstępnych założeniach na ten wyścig, dla pretendentów do przejęcia pożądanego żółtego trykotu dopiero rozpoczyna się zabawa.

Wygasłe, czy też jak niektórzy wolą mówić, uśpione wulkany Masywu Centralnego i Col d’Aspin były jedynie rozgrzewką do pierwszego aktu rywalizacji w wysokich górach. Oczywiście niektórym zawodnikom już te etapy wystarczyły, aby pogrzebać swoje szanse na triumf w klasyfikacji generalnej. Mam na myśli przede wszystkim Thibauta Pinota, który nie mógł kłamać twierdząc, że buduje formę na ostatni tydzień Wielkiej Pętli, ale dla większości dzisiejsza batalia będzie pierwszym prawdziwym testem.

Czy Team Sky już dzisiaj spróbuje zdemoralizować rywali, wyprowadzając miażdżący cios podczas pierwszego starcia na najwyżej położonych przełęczach? Czy Alberto Contador zdołał dojść do siebie po urazach odniesionych w ubiegły weekend? Czy dzielni Francuzi Pierre Rolland i Romain Bardet są rzeczywiście tak silni, na jakich wyglądali w poprzednich dniach? I czy Movistar już w Pirenejach zacznie wykorzystywać przewagę taktyczną, jaką daje im nietypowa rola Alejandro Valverde?

Przed nami prawdziwy pirenejski klasyk, który da odpowiedź na te i wiele innych pytań. Oto, co na temat 8. etapu 103. edycji Tour de France mieliśmy do powiedzenia jeszcze przed rozpoczęciem wyścigu:

Etap 8, 9 lipca: Pau – Bagnères-de-Luchon (184 km)

Pokonywany w piątek Col d’Aspin był jedynie rozgrzewką przed sobotnim pojedynkiem na najbardziej ikonicznych z pirenejskich podjazdów. Zaczynamy możliwie najmocniejszym uderzeniem – od legendarnego Col du Tourmalet (HC, 19km, 7.4%, max. 11%), ale na drodze do Bagnères-de-Luchon do pokonania będą jeszcze cztery wzniesienia: Hourquette d’Ancizan (kat. 2., 8.2km, 4.9%), Col de Val Louron-Azet (kat. 1., 10.7km, 6.8%) i Peyresourde (kat. 1., 7.1km, 7.8%). Meta ponownie znajduje się na zjeździe, ale zawiedzionym tą informacją czytelnikom przypominam, że mamy na liście startowej wybitnego specjalistę od rozstrzygania wielkich tourów na swoją korzyść w takich właśnie okolicznościach…

O Pau musiał słyszeć każdy, kto chociaż od czasu do czasu miał zwyczaj śledzić rywalizację na trasie Wielkiej Pętli. Położone zaledwie 40 kilometrów od Pirenejów, pojawiało się na trasie wyścigu już 67 razy, przegrywając jedynie z Paryżem i Bordeaux.

Przegrywa również z Col du Tourmalet, pierwszym najwyższej kategorii podjazdem tegorocznej edycji Tour de France, który zostanie dzisiaj pokonany przez uczestników wyścigu po raz 85. Niestety, jak to zazwyczaj ma miejsce w przypadku etapów zawierających ten jeden z najbardziej legendarnych pirenejskich wzniesień, zamiast pełnić rolę wisienki na torcie wystąpi on w roli przystawki i trudno się spodziewać, aby zapadły na jego szczycie jakiekolwiek rozstrzygnięcia. Poza ujawnieniem się prawdziwych pretendentów do wywalczenia tytułu króla gór – jest to zdecydowanie najtrudniejsza do przewidzenia rywalizacja i nigdy nie wiadomo, kim będą jej uczestnicy, dopóki sami nie postanowią się w tej sprawie dookreślić.

Wracając do Tourmalet, jego szczyt od linii mety dzielą zazwyczaj kilometry długich zjazdów. Tym razem sprawa wygląda nieco inaczej, podjazd pokonywany będzie bowiem od trudniejszej i bardziej atrakcyjnej krajobrazowo strony, a po nim czeka zawodników sekwencja trzech łatwiejszych wzniesień: służący za alternatywę dla Col d’Aspin Hourquette d’Ancizan, Col d’Azet i dobrze znany “przelotowy” Peyresourde (na trasie Wielkiej Pętli po raz 65.).

Zjazd z Peyresourde do Bagnères-de-Luchon należy do nieskomplikowanych, dlatego jeszcze dziś nie należy spodziewać się ofensywnych akcji liderów na klasyfikację generalną. Wiele wskazuje na to, że etap ponownie padnie łupem uczestników odjazdu, a rozstrzygnięcia w głównej grupie sprowadzać się będą do jej sukcesywnego kurczenia się pod wpływem szaleńczego tempa narzucanego przez Movistar i Team Sky.

tdf 2016 etap 8

CARTE (7)

PROFILCOLSCOTES_1 (3)

PROFILCOLSCOTES_2

PROFILCOLSCOTES_3

PROFILKMS (4)

Wszystkie atrybuty, które mogłabym we wczorajszej zapowiedzi przypisać Stephenowi Cummingsowi (Dimension Data) zostały zamiast tego przypisane do imienia Rui Costy (Lampre – Merida), jednak nie zniechęcam się. Skoro sprytny Brytyjczyk – który de facto objawił się jako jeden z najskuteczniejszych uciekinierów w okresie, kiedy Portugalczyk próbował swoich sił jako lider na klasyfikację generalną – wygrał już swój wymarzony etap, typowanie tego drugiego powinno prędzej czy później powinno zakończyć się powodzeniem. Nalegam zatem, że wysokogórski etap kończący się zjazdem to dla Costy wymarzony scenariusz.

Oprócz niego w ucieczce ponownie powinni spróbować znaleźć się Ion Izagirre (Movistar), Ilnur Zakarin (Katusha), Simon Geschke (Giant – Alpecin), Serge Pauwels (Dimension Data), Jarlinson Pantano (IAM Cycling), Ruben Plaza (Orica – BikeExchange) Thomas Voeckler (Direct Energie) czy dowolnie wybrany zawodnik Astany (Kangert, Lutsenko, Rosa, Nibali … ).

Jeśli myślą poważnie o rywalizacji o tytuł króla gór, na Tourmalet powinni odjechać również Daniel Navarro (Cofidis) i Rafał Majka (Tinkoff).

Jeżeli natomiast miażdżąca moc Movistaru i Team Sky doprowadzi do wchłonięcia ucieczki, faworytem do odniesienia zwycięstwa musi być Alejandro Valverde (Movistar), z którym w sprincie powinni powalczyć Daniel Martin (Etixx – Quick-Step) i Romain Bardet (Ag2r – La Mondiale).

Chris Froome (Team Sky) także, rzecz jasna – pierwszy tydzień rozgrywania Wielkiej Pętli nie pozostawił złudzeń, że urodzony w Kenii Brytyjczyk zaczyna wykazywać chorobliwą fascynację rozgrywanymi na wysokim tempie finiszami…