Fot. Facebook/Bartosz Huzarski

Podczas piątego etapu, po raz pierwszy w tegorocznej edycji Tour de France, zobaczyliśmy Polaków w ucieczce. Bartosz Huzarski (Bora-Argon 18) i Rafał Majka (Tinkoff) zajęli czołowe lokaty, jednak czuć pewien niedosyt, zwłaszcza po wątpliwościach dotyczących taktyki obu drużyn. Przed nimi solowy koncert miał Greg Van Avermaet (BMC), który odniósł życiowy sukces.

Kontuzja wyeliminowała go ze startu we „flandryjskiej piękności”, której był żelaznym faworytem, potem było o nim cicho, ale teraz ponownie mówi się wiele, bowiem rzadko zdarza się, by król wąskich i brukowanych belgijskich dróg nosił maillot jaune.

Czułem się dobrze. Grivko i Majka nie chcieli na początku współpracować, ale ja i Thomas wykonaliśmy dobrą robotę. Byliśmy najsilniejszymi z uciekinierów, co potwierdza fakt, że nawet peleton nie był nas w stanie dojść w najbardziej stromych momentach podjazdów. Zdecydowałem się na samotną akcję, bo wiedziałem, że zdołam dojechać do mety.

Jestem typem kolarza, któremu trudno jest walczyć o żółtą koszulkę, więc tym bardziej cieszę się, że dziś udało się tego dokonać. Wygrana etapowa jest wspaniała, ale posiadanie żółtej koszulki jest w kolarstwie czymś nadzwyczajnym – powiedział Belg oficjalnej stronie internetowej BMC.

Wrażeniami z jazdy w ucieczce podzielił się z kibicami na Facebooku Bartosz Huzarski, potwierdzając, iż dostał dziwne „team orders” z samochodu, ale zapowiada, że w Pirenejach ponownie poszuka swojej szansy.

Kolejny długi dzień w biurze, tyle że tym razem w trochę lepszym wykonaniu. Trafiłem dzisiaj bardzo dobry odjazd, bardzo dobry do czasu aż po kilku km nagle za naszymi plecami zmaterializował się Rafał. Jako że ma w ekipie lidera normalne było, że będzie jechał bez zmian. Większość zaakceptowała ten fakt oraz pogodziła się z myślami, że jeśli peleton nas odpuści, na co się zapowiadało, to walczymy o 2 miejsce na etapie.

Ale nie każdemu taki układ pasował, pierwszy który jechał bez zmian był Grivko, ale przy 3 takich asach w ekipie, mógł powiedzieć, że jadą na etap. Z tym też reszta się jakoś pogodziła i kręciliśmy tak do 80 km. Później sprawy przybrały całkowicie inny wymiar gdy nasza grupa się podzieliła. Wiedziałem już, że to będzie długie kolejne 140 km.

Jak było dalej widzieliście sami. W naszym samochodzie zapadły pewne, niezrozumiałe dla mnie decyzje i kazano mi jechać bez zmian. Całkowicie wbrew mojemu stylowi i zasadom które wyznaję, ale nie miałem wyjścia. Rafał walczył o etap, Sicard i Pauwels o klasyfikację generalną a ja teoretycznie byłem z nich najsłabszy. Tak więc 3 z przodu, 3 tutaj z prostego rachunku wychodzi najlepiej 7 miejsce. Też dobre, nie ma się co oszukiwać, tak jak napisałem w jednym z pierwszych postów, to jest TDF, tu trzeba brać to co wyścig daje, nie myśleć, że na kolejnym etapie może być lepiej, bliżej, mocniej, dalej. Ale ostatecznie zabrakło bardzo niewiele do 4 miejsca na etapie. Szczęśliwie dla mnie Rafał nie mam jeszcze dobrych nóg więc dawałem z nim radę. Myślę, że przysporzyliśmy Wam dzisiaj trochę radości. Dwóch polaków w top 10 na etapie TDF nie zdarza się często. Ja się nie oszczędzałem, grupa była bardzo blisko, zbliżali się niesamowicie szybko, jednak na tym poziomie, po tylu km na wcześniejszych etapach nogi mają swoje limity, szczególnie po całym dniu w małej grupce – napisał “Huzar” na FB.

Kolejne czasowe straty, choć tym razem nieco mniejsze poniósł Alberto Contador. Hiszpan zasygnalizował także dziennikarzom, że być może zmieni cele w tym wyścigu i nie będzie walczył w klasyfikacji generalnej.

Wiedziałem, że będzie ciężko, ale moje morale wciąż jest dobre. To prawda, że miałem ogromnego pecha na początku tego Tour de France, co po długich miesiącach przygotowań jest bardzo frustrujące, ale nie poddaję się. Wszystko przebiega inaczej niż gdybym był w idealnej dyspozycji, ale próbuję robić, co w mojej mocy. Muszę też być realistą. Wyścig układa się dla mnie inaczej niż planowałem i być może zamiast walki w „generalce” będę musiał skoncentrować się na innych celach – powiedział “El Pistolero”.

Etap bez problemów ukończyli Chris Froome (Sky) i Nairo Quintana (Movistar), którzy wyrastają na najbardziej prawdopodobnych faworytów do zwycięstwa w całym wyścigu.