(c) ASO/ letour.fr

Jeśli można o czymś powiedzieć, ze jest nudne jak flaki z olejem, to właśnie tak można określić wczorajszy etap. Dlaczego kolarze postanowili wczoraj jechać z zaciągniętym ręcznym?

Poniedziałkowy etap był męką. Średnia wynosiła 33 kilometry na godzinę i kolarze byli ponad pół godziny “w plecy” od planu. Peter Sagan powiedział “myślałem, że zaraz zatrzymamy się na kawę”, a Lawson Craddock, że był znudzony po pięciu godzinach.

Dlaczego więc trzeci etap tak wyglądał? Powstało “ciche” porozumienie wynikające z kilku powodów. Po pierwsze to był sprinterski etap i każdy kto próbował ucieczki zapisywał się na samobójczą misję. Jedynie “dzielny Francuz”, a jakże, spróbował tej sztuki, a nawet on jadąc w ucieczce nie forsował tempa. Gdyby peleton dogonił go zbyt szybko to zaczęły by się kolejne ataki. “Czułem, że zaraz go dojdziemy, więc musieliśmy poczekać” – powiedział Sagan.

Po drugie – pierwsze dwa etapy były ciężkie, a kolejne dwa również nie należą do łatwych. Wtorkowy etap liczy 237 kilometrów, a w środę w końcowej fazie etapu są cztery górskie premie. Wszystko wskazywało więc na to, że poniedziałek musiał być dniem “resetu”.

Po trzecie – poniedziałkowy etap też był stosunkowo długi. 223 kilometry miały przetransportować peleton tak daleko na południe Francji jak to tylko możliwe, zwłaszcza, że już w piątek kolarze odwiedzą Pireneje. Takie etapy są po prostu potrzebne.

Żeby uniknąć takich dni jak wczorajszy wszyscy organizatorzy Grand Tourów eksperymentowali z krótkimi, górskimi etapami i te eksperymenty były na tyle udane, że część kolarzy uznała, że długie etapy nie mają racji bytu. Tom Dumoulin jest podobnego zdania,

“Krótsze etapy są dużo fajniejsze. Wierzę, że takie etapy jak ten nie będą się powtarzać. Ściganie się na dłuższej niż 200 kilometrów trasie jest już starodawne. Nie widzę sensu w takich etapach, nie mają one żadnych plusów, a jutro czeka nas to samo. Nie ma nic do zyskania i nie zdziwię się, jeśli jutro nikt nie pojedzie w ucieczce.”

Źródło: velonews.com