(c) ASO/ letour.fr

Czy jest coś mniej ekscytującego, niż bardzo długi i niezaprzeczalnie nudny przelotowy etap Tour de France? Oczywiście! Dwa takie etapy! Najdłuższy odcinek tegorocznej Wielkiej Pętli zabierze nas z Saumur do Limoges, królestwa porcelany, gdzie ponownie oczekiwać należy finiszu z grupy. Mamy jednak dobre wieści: największe przeszkody na trasie usytuowane będą tym razem w samej końcówce, a dziesiątki pokonywanych w ostatnich dwóch dniach monotonnych kilometrów zostaną zrekompensowane z nawiązką już jutro.

Oto, co na temat 4. etapu 103. edycji Tour de France mieliśmy do powiedzenia jeszcze przed rozpoczęciem wyścigu:

Etap 4, 5 lipca: Saumur – Limoges (238 km)

Etap jeszcze dłuższy od poniedziałkowego, częściowo rekompensujący długie godziny podziwiania zameczków i innego typu fortyfikacji całkiem intrygującą końcówką. 4. kategorii Cote de la Maison Nueve ani Bonnac la-Cote nie stanowią wystarczającej przeszkody, by zniechęcić sprinterów, ale wyraźnie wznoszące się ostatnie 500 metrów trasy powinno tym razem faworyzować najsilniejszych z nich. Kolejna koszulka lidera wielkiego Touru dla Michaela Matthewsa?

Licząc niemal 240 kilometrów, etap z Saumur do Limoges jest najdłuższym w tegorocznej edycji Wielkiej Pętli, a trasa odrobinę za bardzo przypomina tę pokonywaną wczoraj, by podchodzić do zbliżającego się widowiska z dużym optymizmem.

Brak nawet najniżej klasyfikowanych wzniesień na pierwszych 180 kilometrach (!) prawdopodobnie sprawi, że jeszcze trudniejsze okaże się wytypowanie składu ucieczki. Nie pomoże również fakt, że tytuł najwaleczniejszego kolarza poniedziałkowego etapu przyznany został zawsze potrafiącemu wydrzeć sobie sporo czasu antenowego Thomasowi Voecklerowi, chociaż prawdziwie dzielny Armindo Fonseca (Fortuneo – Vital Concept) samotnie uciekał niemal przez cały dzień.

Podjazdem dnia będzie 4. kategorii Cote de la Maison Nueve. O ile stopień znużenia panujący w peletonie nie osiągnie wcześniej poziomu krytycznego, ponownie rozgorzeje tam walka o koszulkę w stylowe grochy. Pewnie wszyscy życzylibyśmy sobie, aby Pierre Rolland zaprzestał (i tak daremnych) starań o dobre miejsce w klasyfikacji generalnej Tour de France i ponownie skoncentrował się na tytule króla gór. Rolland bowiem nie tylko z dumą nosił ten trykot, ale uczynił z niego sens swojego istnienia. Filozofię nawet…

Dla przypomnienia…

rolland

Wracając jednak do końcówki etapu, dzisiejszy finisz powinien przynajmniej częściowo zrekompensować mały ładunek emocjonalny, który do zaoferowania będą miały poprzedzające go kilometry. Nie będzie równie kręto, jak wczoraj – i to jest bardzo dobra informacja – natomiast usytuowana na tym razem dostrzegalnym gołym okiem podjeździe meta ponownie zaburzy układ sił wśród najszybszych uczestników 103. edycji Wielkiej Pętli.

tdf 2016 etap 4

CARTE (3)

Skärmklipp 2016-07-04 13.48.37

PROFILKMS

Charakter trasy każe wskazać Petera Sagana (Tinkoff) jako faworyta do odniesienia kolejnego etapowego triumfu, jednak imponująca dyspozycja Marka Cavendisha (Dimension Data) i Andre Greipela (Lotto Soudal) pozwala wierzyć także w ich szanse. Szczególnie w odniesieniu do drugiego ze sprinterów, który fantastycznie radzi sobie na tego typu podjazdach i każdego kolejnego dnia jest coraz bliższy zwycięstwa.

W innych okolicznościach wraz z Saganem wymienieni musieliby zostać Michael Matthews, Simon Gerrans (Orica – BikeExchange), John Degenkolb (Giant – Alpecin) i Alexander Kristoff (Katusha), jednak żaden z nich jak dotąd nie zaimponował formą.

Zamiast nich ponownie wspomnę o Edwardzie Theunsie (Trek – Segafredo), który w swoim debiucie w Tour de France robi jak dotąd bardzo pozytywne wrażenie. Czarnym koniem może okazać się także dynamiczny Bryan Coquard (Direct Energie).