Fot. Bettini/Tinkoff

Na zakończenie drugiego tygodnia rywalizacji w tegorocznym Giro d`Italia mamy niespodziankę – zwycięstwo w górskiej jeździe indywidualnej na czas Alexandra Foliforova, reprezentującego drużynę Gazprom-RusVelo. Jednak to nie jedyne istotne rozstrzygnięcie piętnastego etapu. Podsumujmy go razem z kolarzami zajmującymi czołowe miejsca w „generalce”, no i oczywiście Foliforovem.

24-letni Rosjanin ma za sobą bardzo dobre występy w kategorii do lat 23, pokazywał się także z dobrej strony w trwającym Giro, ale chyba nikt nie przypuszczał, że wygra jazdę na czas pod górę, ponieważ zazwyczaj taką konkurencję zwyciężał kolarz, walczący o zwycięstwo w całym wyścigu.

Od początku Giro myślałem, że mogę osiągnąć jakiś dobry wynik na tym etapie, ale nie spodziewałem się, że wygram. Nie wiem jak tego dokonałem, to niesamowite. Jest to ogromny sukces naszej drużyny. Dziękuję kolegom, obsłudze, generalnemu menedżerowi oraz sponsorom za to, że dali mi możliwość dokonania czegoś takiego – powiedział na mecie Alexander Foliforov.

Bardzo dobrze w niedzielnej „czasówce” poradził sobie Rafał Majka (Tinkoff), który dzięki dziesiątemu miejscu na etapie awansował o jedną pozycję w klasyfikacji generalnej. Teraz, Polak jest piąty i do czwartego Alejandro Valverde (Movistar) traci minutę i dziewięć sekund.

To był ciężki etap, dałem z siebie wszystko, ale cierpiałem. Mamy za sobą kilka dni bardzo wymagającej jazdy, więc jutrzejszy dzień odpoczynku nie mógł przyjść w lepszym momencie. Wciąż przed nami wiele okazji, by powalczyć – powiedział Rafał oficjalnej stronie internetowej ekipy Tinkoff.

Definitywnie swoje pięć minut przeżywa Steven Kruijswijk, który przez weekend pozbył się bodaj swojego najgroźniejszego rywala – Vincenzo Nibalego (Astana). Holender ma teraz ponad dwie minuty przewagi nad drugim Estebanem Chavesem z Orici i wydaje się być najmocniejszym kolarzem w całej stawce.

Szkoda, że nie udało mi się wygrać etapu, ale powiększyłem przewagę nad rywalami, więc jest dobrze. Do zakończenia wyścigu pozostał tydzień, ale ja czuję się dość pewnie, ponieważ pokazałem, że jestem jednym z najmocniejszych kolarzy. Będziemy podchodzić do tego wszystko dzień po dniu.

Podczas, gdy Valverde i Chaves wciąż pozostają w grze, to w tej chwili największym przegranym definitywnie jest Nibali. “Rekin z Messyny” stracił wczoraj i dziś, spadając na trzecie miejsce w „generalce” i właściwie grzebiąc szansę na maglia rosa w Turynie. O tym, że Włoch nie jest w najlepszym nastroju świadczy to, że podczas jazdy odepchnął biegnącego obok niego kibica, a jego wypowiedzi próżno szukać na oficjalnej stronie internetowej Astany.

Mimo że już od dobrych kilku etapów wiadomo, że Rigoberto Uran (Cannondale) nie ma szans na zwycięstwo w wyścigu, to jego kiepski występ podczas piętnastego etapu, wciąż może stanowić zaskoczenie. No bo gdzie jest ten Uran, który przed dwoma laty założył różową koszulkę po górskiej jeździe indywidualnej na czas? W Alpe di Siusi był pięćdziesiąty i stracił ponad trzy minuty do zwycięzcy, zatem tamten “Rigo” z pewnością w tym wyścigu nie jedzie.

Po dniu przerwy na kolarzy czeka kolejny górski etap z metą na podjeździe. Choć wydaje się, że zwycięzca jest znany, to za jego plecami z pewnością będzie się toczyła interesująca walka.