Fot. Michał Kapusta / naszosie.pl

Ostatni dzień Bałtyk – Karkonosze Tour został zdominowany przez kolarzy CCC Sprandi Polkowice. Poranną górską jazdę indywidualną wygrał Mateusz Taciak, a finałowy, popołudniowy etap do Karpacza padł łupem Macieja Paterskiego. Pierwszy z nich po raz drugi w karierze wywalczył zwycięstwo w końcowej klasyfikacji, a „pomarańczowi” zajęli całe podium generalki. 

Nie jestem typowym góralem, ale czasówka na Przełęcz Okraj bardzo mi odpowiada – generalnie im ciężej tym dla mnie lepiej – powiedział Mateusz Taciak.- Wygrałem na niej po raz trzeci i na pewno znajomość podjazdu bardzo się dziś przydała. Byłem pewny swojej formy i wiedziałem, że mogę pojechać po zwycięstwo. Przez cały wyścig oraz tuż przed startem, podczas rozgrzewki na rolkach, czułem się dobrze, co było dobrym prognostykiem. 

Ostatni etap kontrolowaliśmy, ale na pewno łatwo nie było. Czasówka mocno dała się we znaki, a popołudniu trzeba było ponownie się zmobilizować na podjazdach. Koledzy z ekipy spisali się jednak znakomicie. Do rund sytuację kontrolowali Adrian Kurek, Marcin Mrożek i Kamil Małecki, a już w Karpaczu „pałeczkę” przejęli Nikolay Mihaylov i Leszek Pluciński. W samej końcówce Maciej Paterski był już na tyle dobrze ustawiony, że nie chciałem mu „przeszkadzać” i świetnie wykończył pracę całej drużyny. Ostatnie kilometry były bardzo ciężkie, ale czułem się mocny i nie miałem problemów, by utrzymać się w czołowej grupie. 

Z kolei Maciej Paterski, zwycięzca ostatniego etapu powiedział:

Ten popołudniowy etap nie był łatwy, bo organizm był na jego początku nieco ospały. Po tak mocnym porannym wysiłku, ciało kolarza spodziewa się odpoczynku i spokoju, a tu trzeba było jechać 100 kilometrów w wymagającym terenie – dodał Maciej Paterski. – Dzięki kolegom z zespołu udało się jednak kontrolować sytuację i skasować odjazd. Od początku nastawiałem się właśnie na ten etap, bo wiedziałem, że profil i sama końcówka z finiszem na wzniesieniu mi odpowiada. 300 metrów przed metą zaatakował Jiri Polnicky. Ja do niego doskoczyłem i ok. 150 metrów dalej wyskoczyłem mu z koła.

Mam nadzieje, że ten wyścig jest oznaką powrotu do wysokiej formy. W tym sezonie nie mam szczęścia i jedna kontuzja, czy choroba ciągnie za sobą drugą. Ciężko wyjść z takiej serii. Wyścigi przechodzą koło nosa i trzeba na nowo budować formę. Jestem jednak na dobrej drodze, a Bałtyk – Karkonosze z pewnością podniósł moje morale – podsumował.

Źródło: CCC Sprandi Polkowice