Etixx-Quickstep / © Tim De Waele

Dumoulin stracił koszulkę lidera, ale powalczy o jej odzyskanie już na jutrzejszej czasówce. Zadowoleni z przebiegu etapu byli z kolei Alejandro Valverde i Gianluca Brambilla.

Tom Dumoulin:

Jeśli spojrzeć na obecną sytuację, to wracamy do planu A, czyli wygrywania czasówek. Teraz jestem bardzo zawiedziony i nie chcę o tym myśleć. W kwestii klasyfikacji generalnej być może jutro wrócę na czoło i inaczej do tego podejdziemy. Ciężko teraz wyrokować. Na początku w ogóle nie planowałem jechać na klasyfikację generalną i dzisiaj przynajmniej 20 kolarzy pojechało lepiej na podjeździe. Może nie ma sensu walczyć o różową koszulkę, zobaczymy.

To był po prostu zły dzień. Już zaczynam mieć trochę otarć od siodełka. Wczoraj też nie czułem się dobrze, ale to nie był problem. Dzisiaj nie miałem ogromnych kłopotów, po prostu zabrakło energii. Jeśli jutro będę się tak czuł, to nie ma mowy o wygrywaniu. Mam nadzieję, że dobrze wypocznę i pojadę jak najmocniej.

Gianluca Brambilla:

Jestem najszczęśliwszym człowiekiem. Szczerze mówiąc myślałem o tym etapie od kiedy zająłem trzecie miejsce w Strade Bianche. Na starcie zdecydowałem się zaatakować i jak tylko uzyskałem przewagę dołączyła do mnie grupa 12 kolarzy. Na szczęście był tam Matteo, co sprawiło, że sytuacja była idealna. Różnica nie była zbyt duża, około 5 minut, ale trzymaliśmy się na czele dzięki fantastycznej pracy Matteo. W trakcie etapu powiedziałem mu, że dobrze się czuję i on dał z siebie wszystko, zwłaszcza na tych 20 kilometrach prowadzących do wspinaczki.

Pozwoliłem innym atakować, bo wiedziałem, że najważniejsza część to ta z szutrami. Tam przyspieszyłem i wszystko potoczyło się po mojej myśli. Mocno naciskałem, a na zjazdach podjąłem ryzyko. Na ostatnich kilometrach czułem, że to jedna z najlepszych chwil z moim życiu. Kocham ten sport i pracowałem bardzo ciężko, żeby znaleźć się tam, gdzie dzisiaj jestem.

Alejandro Valverde:

Miałem dwóch kolegów w ucieczce, więc uznałem, że warto spróbować ataku od podnóża wspinaczki i walki na całego do szczytu. Rojillas i Jasha mogli na mnie poczekać i pomóc. Wyszło całkiem nieźle – wykonali dużą pracę, cała ekipa pojechała znakomicie. Większość rywali z klasyfikacji generalnej dobrze sobie radziła, ale Dumoulin miał kłopoty. Moim celem było zrobienie jak najwięcej różnicy, bo to on jest najsilniejszy w czasówkach.

Chociaż dzisiaj miał kiepski dzień, to wciąż uważam, że Holender może wygrać to Giro. Nie sądziłem, że będę w stanie nadrobić tak dużo, ale czułem się na siłach i nie zawahałem się z próbą. Jutrzejsza czasówka będzie bardzo wymagająca, ale jej trasa mi pasuje. Mam nadzieję, że będę w stanie ograniczyć swoje straty, może nad kimś nadrobić. Liczę na to, że nogi będą tak dobre jak dzisiaj. Nie czuję się faworytem numer jeden tego Giro, wielu kolarzy powalczy o końcowy triumf, będzie bardzo ciężko.