Fot. Team Sky

Były zwycięzca Piekła Północy powiedział, że Haymanowi wystarczyłoby przyjechanie w grupie faworytów i lekki… dodatek.

Zwycięstwo Matthew Haymana (Orica-Greenedge) było jedną z większych sensacji tej wiosny. Australijczyk startował w Piekle Północy już 15. raz i wreszcie wygrał. Na drugim miejscu finiszował Tom Boonen, który był bardzo blisko piątego, rekordowego triumfu. Planckaert w rozmowie z Het Laatste Nieuws stwierdził, że jego rodak popełnił zasadniczy błąd.

Gdybym to ja był na miejscu Toma, to ubiłbym z Haymanem interes. Temu gościowi wystarczyłaby sytuacja, w której walczy do końca z najlepszymi. Po prostu obiecałbym mu “coś” w zamian za pomoc/współpracę. Hayman na pewno był zainteresowany takim rozwiązaniem, nigdy by nie uwierzył, że jest w stanie walczyć o wygraną.

Takie sytuacje były często spotykane w przeszłości, gdy w kolarstwie były znacznie mniejsze pieniądze, a odpowiednie środki mieli tylko wielcy mistrzowie. Aktualnie sponsorzy wykładają po kilkanaście milionów euro na każdą grupę WorldTour. Według dyrektora wyścigu Gandawa-Wevelgem Franka Hoste teraz tego typu oferty raczej nie mają racji bytu.

Gdyby dwóch kolarzy przyjeżdżało na metę i finiszowałeś drugi, to musiałeś coś z tego mieć. Tak to wyglądało. Przy obecnych budżetach – 10-25 milionów euro – praca dla innej ekipy bez polecenia… gdyby takie coś wyszło na jaw, to byłby to duży powód dla sponsorów do odejścia z kolarstwa.

Plotki w tego typu sprawie dwukrotnie zaatakowały Alexandra Vinokurowa – raz po Liege-Bastogne-Liege gdzie Kazach pokonał Rosjanina Alexandra Kolobneva z Katushy. Wtedy szwajcarski magazyn L’Illustre oskarżył zwycięzcę o zapłacenie 100 tysięcy euro, ale kolarz Astany bronił się stwierdzając, że “silniejszy wygrał”. Druga sytuacja miała miejsce na Igrzyskach Olimpijskich w Londynie – wiele osób uznało, że Kazach “kupił” złoto od Kolumbijczyka Rigoberto Urana.