Etixx-Quickstep / (c) Tim De Waele

Tornado Tom był dzisiaj bardzo blisko wygrania swojego piątego, rekordowego Paryż-Roubaix. Plany Belga pokrzyżował jednak Matthew Hayman w swoim piętnastym występie.

Próba wygrania mojego piątego Roubaix nigdy nie miała być łatwym zadaniem. Przyjeżdżając tutaj miałem trochę przeszkód. Jestem dumny, że dotarłem tak daleko, ale oglądając się za siebie widzę jak było ciężko. Na ostatnim okrążeniu planowałem objąć prowadzenie przed ostatnim zakręcie, ale musiałem czekać 30 metrów, bo Sep był obok mnie i nie miałem miejsca. Te 30 metrów kosztowało mnie wygraną.

Rano lekarz, który zajmował się mną w Abu Dhabi napisał mi, że dzisiaj jest dzień, w którym miałem dopiero zacząć patrzeć na rower, więc jestem trochę do przodu z leczeniem.

Mieliśmy bardzo konkretny plan, chcieliśmy uczynić ten wyścig tak ciężkim jak to możliwe. Próbowaliśmy załapać się w ucieczkę, ale wszyscy gonili, więc po tym jak 16 zawodników odjechało, to zaczęliśmy pracę. Tony Martin zrobił coś niesamowitego, bardzo długo ciągnął i dał z siebie wszystko. To było typowe Paryż-Roubaix – szalony wyścig, chaotyczny, z kraksami i “flakami”. Cała nasza piątka pracowała na czele i wszyscy byliśmy zmęczeni. Próbowałem kilka razy odjechać, ale ciężko było się oderwać, bo wszyscy wiedzieli, że celuję w swój piąty sukces.

Mathew okazał się najsilniejszy, a zasługuje na taki sukces po całej karierze, w której pomagał innym i nie mógł o nic walczyć. Wielkie gratulacje dla niego. Nie jestem pewien jak się będę czuł w poniedziałek, bo na teraz jestem zadowolony ze swojego występu, bo ciężko było powrócić na wysoki poziom bo mojej kontuzji. Być może drugie miejsce nie jest takie złe i da mi ogromną motywację na kolejny rok. Na ten moment nie widzę żadnego powodu, dla którego nie miałbym tu wrócić za rok.