Fot. © Tim De Waele

Wiosenna kampania w wykonaniu belgijskiej drużyny Etixx-Quick Step jak dotąd jest nieudana. Mimo posiadania kilku kolarzy bezdyskusyjnie charakteryzujących się umiejętnościami jazdy po wąskich belgijskich drogach i bruku, podopiecznym Patricka Lefevere`a brakuje prestiżowego zwycięstwa. 

Kolarze Etixx-Quick Step jeżdżą w tym sezonie według dobrze już znanego schematu. Mają w składzie kilku zawodników, którzy mogą wygrać, nadają tempo od wczesnej fazy rywalizacji, wysyłają kogoś do pierwszych odjazdów, a w kluczowych momentach próbują znaleźć się w akcji, która rozstrzygnie o losach wyścigu. Bardzo dobry plan, ale bez spełnienia ostatniego punktu, zwycięstw nie będzie.

Tak też było podczas setnej edycji Ronde. Na początek do akcji został wysłany Tony Martin, który prowadził peleton w pierwszej części wyścigu.

– Tony wykonał fantastyczną robotę, co tylko potwierdza jak wielki postęp zrobił od momentu, gdy kampania wiosenna ruszyła. Zaatakował, zrobił selekcję i nadawał mocne tempo, pokazując umiejętności jazdy w takim terenie – powiedział po wyścigu Tom Steels, dyrektor sportowy EQS.

Następnie, do wczesnej akcji został wysłany zawsze gotowy do poświęceń na rzecz liderów, Stijn Vandebnbergh.

– Zgodnie z planem zaatakowałem wcześnie, przed Paterbegiem. Dołączył do mnie Van Baarle i tworzyliśmy mocny duet. Kiedy zostałem złapany pracowałem dla Nikiego [Terpstry]. Niestety na nic więcej nie było nas dzisiaj stać – szczerze wyznał Vandenbergh.

Z kolegą z drużyny zgadza się Niki Terpstra, który w ubiegłym roku był we Flandrii drugi, a wczoraj należał do grona faworytów, może nie żelaznych, ale jednak faworytów.

– Wyścig był ciężki. Nikolas [Maes], Iljo [Keisse] i Tony [Martin] wykonali świetną pracę w pierwszej części wyścigu, więc czapki z głów przed nimi. Po ataku Cancellary na Kwaremoncie zniwelowaliśmy różnicę z pomocą Stijna, ale kiedy zaatakował ponownie na Paterbegu nie mogliśmy już nic zrobić. Przyczyniła się do tego wysoka temperatura, która zazwyczaj na tym wyścigu nie panuje, więc łapały nas skurcze mięśni. Mimo wszystko pojechaliśmy dobry wyścig jako drużyna, co dodało nam pewności przed Paryż-Roubaix – podsumował Terpstra.

Najwyżej sklasyfikowanym kolarzem EQS jest Zdenek Stybar (8. lokata). Czech podobnie jak pozostali, zwrócił uwagę na to, że generalnie dobrej jazdy całego zespołu nie wykończyło “to coś”, co w przypadku drużyny Tinkoff zapewniło im wygraną.

– To, że do Sagana nie dojechał nawet Cancellara świadczy o tym, jak silny był dziś Słowak. Chyba każdy widział, że byliśmy zdeterminowani, by wygrać, ale nie daliśmy rady, mimo że zrobiliśmy wszystko, co było w naszej mocy – zapewnił Stybar.

Wśród wypowiadających się kolarzy Etixx-Quick Step na oficjalnej stronie internetowej drużyny nie ma Toma Boonena, co jest jakby symboliczne w kontekście jego występu w Ronde. “Turbo Tom” znajdował się gdzieś w czołowych grupkach, ale nie da się ukryć, że z jego “turbo” było coś nie tak. Śmiało można stwierdzić, że Boonen jest daleki od dyspozycji, którą prezentował w najlepszych dla siebie latach.

Reputację drużyny, dla której  wiosna od lat jest najważniejszym okresem w sezonie, ratuje Niki Terpstra, który odniósł bardzo ładne, samotne zwycięstwo w mniej znanym wyścigu jednodniowym – Le Samyn. W kontekście “Piekła Północy” to właśnie były jego zwycięzca wydaje się być najjaśniejszym punktem Etixxu, dając nadzieję chociaż na podium.

Ciekawe jest to, czy szefostwo Etixx-Quick Step wyciągnie wnioski z wyścigów, w których nie zdobyli nawet podium i desygnuje na lidera jednego kolarza, którego będzie wspierać cała drużyna. Nawet jeśli tak się stanie, to kluczowe pytanie brzmi, czy dobrzy zawodnicy, posiadający personalne ambicje, tak nagle, na jeden wyścig, wyrzekną się swoich interesów i będą zgodnie pracować? Wygląda na to, że (ujmując to w wielkim skrócie) na brak sukcesów w Etixxie składają się: zła taktyka, niewystarczająca forma, nieodpowiednio zbudowane relacje między kolarzami, oraz po prostu brak szczęścia.

Marta Wiśniewska