Fot. cyclingweekly

Erytrejczyk jeżdżący w barwach drużyny Dimension Data zboczył z trasy, którą jechał wyścig i w rezultacie dopiero po piętnastu godzinach dotarł do hotelu, w którym zakwaterowana była jego drużyna. 

To niesamowita historia. Debesey upadł za małą grupką i chciał wrócić do peletonu, było to około 20 km przed metą. Na swoje nieszczęście pomylił drogi. Zapytał kogoś jak dojechać do trasy, którą jechał wyścig, a ten ktoś zaproponował mu swoją gościnność. W domu tego mężczyzny, w Lierde, wziął prysznic, zjadł i dostał czyste ubrania – tak gazecie “Het Nieuwsblad” opowiadał dyrektor sportowy Dimension Data Pierre Heyderickx.

Podczas, gdy Debesey błądził po Flandrii jego drużyna nie miała pojęcia co się z nim stało, zatem zawiadomiła policję, sędziów oraz organizatorów wyścigu. Wreszcie, otrzymała telefon, a Erytrejczyk wrócił do hotelu po piętnastu godzinach, mając na liczniku 240 przejechanych kilometrów.