milanosanremo.it

Bohaterowie pierwszego monumentu w roku podzielili się swoimi przemyśleniami.

Arnaud Demare:

To niesamowite! Są takie dni, kiedy wszystko idealnie wychodzi pomimo pecha. Upadłem pod koniec Cipressy, powróciłem pod koniec Poggio. Miałem fantastyczne nogi. Zostałem mistrzem świata do lat 23 po upadku. Wciąż nie mogę uwierzyć, że wygrałem Mediolan-San Remo. To ogromne zwycięstwo w stuletnim wyścigu. Niesamowite, nie jestem w stanie opisać swojej radości.

Ben Swift:

Oczywiście zawsze dość przykro jest zająć drugie miejsce – tak blisko wygranej. Muszę jednak przyznać, że jestem zadowolony, że znowu jestem na podium monumentu. Powoli odbijam się od pecha. Mieliśmy już drugie i trzecie miejsce, będziemy więc próbować w kolejnych latach.

Drużyna dzisiaj była fantastyczna. Niestety w kraksie straciliśmy Pete’a (Kennaugh) i Gerainta (Thomas). Pojechaliśmy wspaniały, agresywny wyścig, tak jak chcieliśmy. Ian ruszył na Cipressie, by perfekcyjnie to rozpocząć. Potem Michał ruszył na Poggio i nie mogło być lepiej.

Fabian Cancellara:

Było dość ciężko, bo byłem sam i zostałem celem pozostałych zawodników, zwłaszcza na Poggio. Kwiatkowski ładnie zaatakował, Tinkoff musiało gonić, a potem Nibali zaatakował na szczycie, więc po prostu pojechałem za nim i pozwalałem mu pracować. W końcu jednak mnie zobaczył i wiedział, że to koniec.

Po zjazdach miałem wrażenie, że wszyscy jadą bardzo wolno, więc ruszyłem, ale nie uzyskałem zbyt dużej przewagi. Trentin mnie doszedł, a Gaviria krzyczał do niego “dawaj, dawaj, dawaj!”. Potem pojechał Boasson Hagen i Van Avermaet, za nimi ruszył Sagan. Mogłem skoczyć za nimi, ale było ciężko, bo wcześniej atakowałem i miałem stratę 10-20 metrów. Powoli się zbliżałem, ale Gaviria przewrócił się na szykanie i ja z Peterem ledwo uniknęliśmy upadku. Można nazwać nas szczęściarzami, ale w końcu nie osiągnęliśmy żadnego wyniku. Nie tego oczekiwałem – chciałem wygrać. Na ostatnich metrach się poddałem, to był koniec.

Fernando Gaviria:

Jest mi bardzo przykro, że tak się stało. To była moja wina, byłem w idealnej sytuacji, ale straciłem uwagę na dwie sekundy, bo zacząłem się zastanawiać jak finiszować i dotknąłem koła Van Avermaeta. To było wystarczająco dużo, żeby zepsuć całą, ciężką pracę ekipy. Mam mieszane uczucia: straciłem ważną okazję, ale z drugiej strony jestem zadowolony, że byłem w stanie walczyć w 300-kilometrowym wyścigu i dobrze się czułem przez cały dzień. To nie kraksa boli, tylko ostateczny wynik, bo myślałem o tym wyścigu od stycznia.

źródło: milanosanremo.it, teamsky.com, trek-segafredo.com, etixx-quickstep.com