Włoski kolarz został kolejnym “bajkopisarzem” w dopingowej historii kolarstwa.

Wielu zawodników nie potrafi się pogodzić z tym, że lekarze przyłapali ich na oszustwie. Pojawiają się wtedy tłumaczenia, które trochę śmieszą. Frank Vandenbroucke tłumaczył, że znalezione u niego środki dopingowe przeznaczone były dla jego… psa, a Raimondas Rumsas trzymał EPO dla teściowej. Georg Totschnig za to worki z krwią w zamrażarce przechowywał ze strachu przed anemią.

Mało? Alexander Vinokurov tłumaczył obecność krwi innej osoby w swoim organizmie wypadkiem, a Gilberto Simoni walczył na dwa sposoby – najpierw twierdził, że kokainę zaaplikował mu dentysta bez wiedzy kolarza. Gdy ta wersja upadła, to Włochowi odnalazła się ciotka z Peru, która podarowała mu cukierki z narkotykiem.

Teraz do miana autora ciekawych tłumaczeń aspiruje Fabio Taborre, który wpadł na EPO w połowie czerwca. W rozmowie z La Republica Taborre doszukiwał się podrzucenia niedozwolonego środka.

Chciałbym mieć na to dowód, ale czuję, że padłem ofiarą sabotażu. EPO, tak słyszałem, w postaci proszku rozpuszcza się w kawie.

Drużyna Androni Giocatolli-Sidermec nie chce wierzyć w tłumaczenia swojego pracownika i już zapowiedziała pozew o 100 000 euro zadośćuczynienia. Taką samą karę otrzymał też inny Włoch z Androni Davide Apollonio. Zawodnicy włoskiej ekipy podpisując kontrakt zgadzają się na otrzymanie takiej kary jeśli zostaną złapani na dopingu.