Kolarz Lotto-Soudal, który miał groźną kraksę podczas Vuelta a Espana powoli wraca do sprawności. 41 dni po wypadku rozmawiał w szpitalu z dziennikarzami.

Belg miał liczne kontuzje – złamania kości twarzy, przebite płuco, mocne wstrząśnienie mózgu. Boeckmans znajdował się w śpiączce farmakologicznej przez dwa tygodnie.

Niczego nie pamiętam z dni przed kraksą i samego wypadku. Przez pierwsze tygodnie miałem trochę dziwnych snów. Wszyscy, którzy odwiedzali mnie w Hiszpanii byli w moich snach, ale w różnych sytuacjach. To był bardzo dziwny okres. Mówili mi – między innymi Thomas De Gendt – że jestem już w domu. Próbowałem sobie przypomnieć jak daleko sięga moja pamięć. Wygląda na to, że pamiętam tylko pierwszy etap Vuelty, następne dni to tylko zamglone momenty. Trzy dni po wybudzeniu ze śpiączki byłem już idealnie przytomny.

Po tak ciężkim wypadku kolarza czeka rehabilitacja i walka o powrót do pełnej sprawności. Jak mówi, od początku widzi poprawę.

Fizycznie czuję się trochę lepiej, nawet trochę mojej wagi już wróciło. Z piętnastu kilogramów, które straciłem, osiem już odzyskałem. Nie czuję bólu, ale odczuwam kilka operacji. Śruby w moim policzku zostaną wyciągnięte w przyszłym tygodniu, denerwują mnie. Moje bóle głowy się pogarszają jeśli muszę się skupiać przez dłuższy czas. W tym momencie czuję rosnące ciśnienie, więc będę musiał odpocząć. Codziennie jestem w ciemnym pokoju, gdzie jest zupełnie cicho. W ten sposób mózg najszybciej się regeneruje.

Na szczęście, pomimo wypadku, Kris pozostaje wierny kolarstwu i chce wrócić do ścigania.

Nigdy nie myślałem ze zrezygnowania z kolarstwa. Początkowo nie rozumiałem jak zła jest sytuacja. Tak, byłem w szpitalu, ale nie wiedziałem dlaczego. Chciałem opuścić to miejsce tak szybko, jak to możliwe i dołączyć do ekipy.

Moja rodzina i przyjaciele opowiadają mi, przez zdjęcia i wspomnienia, jak to wyglądało i mogę sam wyobrazić sobie sytuację. Kolarstwo pozostaje ważną częścią mojego życia i pewnego dnia chcę znowu być kolarzem, którym byłem przed wypadkiem. Kiedy oglądałem Mistrzostwa Świata, wyobrażałem sobie siebie jadącego w peletonie.

Pośpiech w takiej sytuacji jest jednak zbędny.

Nie mamy planów na przyszłość. Teraz żyjemy z dnia na dzień, zobaczymy jak pójdzie rehabilitacja. Trzy raz w tygodniu moja dziewczyna zabiera mnie do centrum rehabilitacyjnego, żebym mógł ćwiczyć. Na dzień dzisiejszy jestem w stanie jeździć na rowerze przez pięć minut. Terapeuci i nasz drużynowy lekarz upewniają się, że odpoczywam wystarczająco długo pomiędzy ćwiczeniami. Aktualnie ćwiczę około półtorej godziny, skupiamy się na sile i równowadze. Krok po kroku będzie wzrastała intensywność.