Mistrz Świata, wraz z Alexandrem Kristoffem i Alejandro Valverde, był jednym z przedwyścigowych faworytów. Nie zdołał obronić tytułu, ale dostarczył wiele emocji i wspaniale walczył.

Miejsca w pierwszej dziesiątce Mistrzostw Świata to wspaniałe osiągnięcie, ale wszyscy trzej faworyci chcieli jednego – koszulki Mistrza Świata. Wysokie lokaty nie przynoszą radości?

Michał Kwiatkowski (Polska, ósme miejsce):

Na pewno nie mam się z czego cieszyć. Utrata koszulki to dla mnie cios. W sumie zrobiliśmy to, co mogliśmy. Zespół jechał wspaniale, wspierali mnie od startu do mety. Rafał Majka, Michał Gołaś, Maciek Bodnar, Tomek Marczyński i Maciek Paterski oddali serce za to, żebym spokojnie dojechał do mety z myślą o zwycięstwie i tak też było. Zabrakło dyspozycji i tego czegoś, by wygrać. Takie są wyścigi kolarskie, czasu nie cofnę. Gratulacje dla Petera Sagana, który na pewno zasłużył na zwycięstwo.

Atak to była rozsądna decyzja, żeby mieć kogoś z przodu, bo tak naprawdę przez cały wyścig ani Holendrzy, ani Niemcy czy Australijczycy nie chcieli wziąć na siebie odpowiedzialności za przebieg ścigania. Byłem z przodu, jechałem czujnie dzięki pomocy chłopaków. Tak się zdarzyło, że znalazłem się w odjeździe. Nikt nie dawał tam z siebie 100%, tylko 70-80 i nie było mowy, by ta grupa dojechała. Zaoszczędziliśmy jednak sporo sił na przedostatnim okrążeniu, bo z peletonu szły ataki. Jak doskoczyła do nas czołówka, to konto dla wszystkich się wyzerowało.

Starałem się nie zaczynać końcówki za bardzo z przodu. Michał Gołaś był ze mną i krzyczał do mnie, żebym za nim podążył. Trochę to było dla mnie za szybkie tempo. Chciałem zaatakować na szczycie, ale mnóstwo kolarzy odbijało z braku sił i ja też się gdzieś tam plątałem. Zamiast ataku musiałem gonić grupę przed samą kreską. I tak nie była to walka o zwycięstwo, więc nie ma o czym mówić.

Alexander Kristoff (Norwegia, czwarte miejsce):

Cierpiałem przez większość dnia – było bardzo szybko od samego początku i dość wcześnie wiedziałem, że będzie ciężko dzisiaj wygrać. Liczyłem na to, że mogę jechać w grupie, w której byłem. Spodziewałem się, że kolarze jak Sagan będą na czele. Nasza ekipa próbowała zneutralizować atak Słowaka z pomocą Edvalda Boasson Hagena, ale Sagan był o tę odrobinę mocniejszy i był w stanie samotnie dojechać do mety. W bufecie była kraksa, która mnie wstrzymała, więc na przedostatnim podjeździe chciałem złapać czołówkę. Byłem daleko z tyłu, ale wiedziałem, że muszę podgonić na wspinaczce. Wiedziałem, że będzie ciężko, ale dałem z siebie wszystko, co miałem w nogach.

Alejandro Valverde (Hiszpania, piąte miejsce):

Okazało się, że trasa była trudniejsza niż spodziewana – trochę przez selekcję w końcówce. Jechaliśmy w ciągłym niebezpieczeństwie przez prędkość i kraksy. Myślę, że piąte miejsce jest dobrym wynikiem. Od startu wiedziałem, że trasa tak bardzo mi nie pasuje, a w końcówce zrobiło się jeszcze trudniej. Kolejny raz byłem w czołówce, dałem z siebie wszystko, podobnie jak cała reprezentacja.

Prawie wszyscy sprinterzy byli w czołowej grupce, a mimo tego byłem w stanie zdobyć piąte miejsce. Kiedy Sagan zaatakował z Van Avermaetem, moja pozycja nie była problemem. Byłem chyba ósmy na początku podjazdu pod 23. Ulicę, ale nie dałem rady jechać mocniej, to było dla mnie niemożliwe w tym momencie. W sprincie było już lepiej, miałem więcej energii. Być może mógłbym być bliżej medalu, gdybym miał lepszą pozycję w sprincie, ale nie ma co robić wymówek.

fot. sirotti