Takiej trasy na igrzyskach olimpijskich czy mistrzostwach świata ja jeszcze nie widziałem. To będzie jak etap Tour de France – specjalnie dla Was, po brazylijskim rekonesansie mówi Piotr Wadecki.

Selekcjoner kadry pokonał przedolimpijski wyścig w Rio de Janeiro częściowo w wozie sędziego, częściowo z ekipą techniczną innej reprezentacji. Wysiadł bardzo zaskoczony: Rozmawiałem z selekcjonerem Włochów, z Dmitryjem Konyszewem, który przyjechał z reprezentacją Rosji. Wszyscy widzieliśmy wcześniej w internecie profil trasy, więc spodziewaliśmy się, że będzie trudna. Ale to co zobaczyliśmy, przekroczyło wszelkie oczekiwania. Ktokolwiek planował zabrać na te igrzyska sprintera, od kilku dni już wie, że to bez sensu. Greipel, Kittel, Viviani, Cavendish – oni nie mają tam czego szukać.

Dlaczego?

Zaczyna się przepięknie, przy Copacabanie. Potem kilkadziesiąt kilometrów wzdłuż oceanu i wjeżdżamy na rundę. Na rundzie podjazd, około 800 metrów, ale miejscami jest 20 procent nachylenia. Natychmiast bardzo szybki zjazd i znów podjazd, znów sztywno. Jakiś kilometr. Wszystko po wąskich drogach, po mało komfortowym asfalcie. Kolarze na pewno zrozumieją o co mi chodzi: cały czas cię trzepie na tym asfalcie. No i na deser trzy kilometry po kostce brukowej. I to nie jest nowa, lśniąca kostka, tylko bruk z piekła rodem, jak w Paryż – Roubaix. Trzy kilometry, powtarzam! A mówimy o jednej z czterech pętli do pokonania.

To pętle poza miastem, blisko oceanu. Wiatr?

Jest zagrożenie. Rzeczywiście, pętle są poza miastem, między brazylijskimi wioskami. Wygląda to naprawdę egzotycznie. Po czterech pętlach wracamy na przedmieścia Rio, gdzie są kolejne dwie rundy do pokonania, a na nich ośmiokilometrowy podjazd! Tak na dobicie. Nie ma tam mowy o peletonie, kolarze będą jechali pojedynczo albo w malutkich grupkach. Łączne przewyższenie na tej trasie wynosi 4700 metrów!

Widział pan coś podobnego na mistrzowskiej imprezie?

Na żywo nie. Ale pamiętam oglądane w telewizji kolumbijskie mistrzostwa świata z 1995 roku. Wygrał tam Olano przed Indurainem i Pantanim. Myślę że czeka nas coś podobnego. Tyle że tam ścigano się przez 160 km, a tu będzie ich 250!

Czyli faworytem Quintana? Trasa jakby dla niego, jego strefa klimatyczna…

Quintana, Aru, Nibali, Contador, Majka – to trasa dla takich ludzi. Moim faworytem będzie Alberto. W 2016 roku ma kończyć karierę i czy można się pożegnać piękniej niż złotym medalem olimpijskim?

Można. Zwycięstwem w Tour de France. Tu powstaje pytanie: da się wygrać Tour i powalczyć na igrzyskach w Rio?

Moim zdaniem to nierealne. Tour de France zakończy się 24 lipca. Po trzech tygodniach najszybszego ścigania na świecie trzeba się szybko przenieść do innej strefy klimatycznej, zaadaptować, odświeżyć i już 6 sierpnia pojechać olimpijski wyścig. Zaledwie 12 dni po Tourze! Być może ktoś kto przejedzie francuski wyścig luźniej, będzie miał szansę w Rio. No ale właśnie – czy Tour de France da się w ogóle pojechać luźniej, oszczędzając nogę? Chyba nie. Moim zdaniem igrzyska wygra ktoś, kto pojedzie w Tour de Pologne. Tydzień ścigania w Polsce, z kilkoma wymagającymi etapami będzie idealnym przygotowaniem olimpijskim. Zwłaszcza, że nasz wyścig skończy się kilka dni wcześniej niż Tour de France.

Gdy zobaczył pan trasę w Rio, to pomyślał pan: muszę tu zabrać Rafała Majkę?

Od kiedy zobaczyłem tę trasę, są w głowie trzy nazwiska: Majka, Kwiatkowski, Poljański. Bo i trzy miejsca mamy na ten dzień. To trasa dla takich kolarzy. Michał nie jest wprawdzie góralem, ale świetnie zjeżdża, świetnie pokonuje brukowe, nierówne drogi. Myślę, że jeśli będzie w swojej mistrzowskiej formie, ma spore szanse na sukces. A o pomocnikach nie ma tu co za dużo myśleć. Już na pierwszej pętli peleton się porwie i każdy będzie zdany na siebie.

Rafał Majka powiedział panu, że chce być w kadrze na mistrzostwa świata w Richmond. Właśnie dlatego, by poczuć ten klimat przed Rio?

Częściowo pewnie tak. Myślę jednak, że przede wszystkim żal mu Ponferrady. Może nie tyle żal, co po prostu chciałby tam być i to przeżyć. Bo to były niesamowite chwile polskiego kolarstwa.

Jak ważna będzie logistyka w Rio? Będziecie mieszkać w wiosce olimpijskiej?

Chyba nie. Po to też poleciałem do Brazylii, by znaleźć jakiś przyzwoity hotel poza miastem, przy trasie wyścigu. Wioska olimpijska położona jest w takim miejscu, że wyjechanie na trening, na rowerach to po prostu gigantyczne ryzyko. Tam nie przejmują się kolarzem na ulicy, tam nie znają takiego zjawiska. Ruch jest potworny i nie odważyłbym się wysłać zawodników do miasta. A trenować trzeba, bo przyjedziemy do Rio 7-10 dni przed startem, by przyzwyczaić organizm do nowej strefy czasowej. Znalazłem kilka odpowiednich hoteli przy trasie, w jednym pewnie zamieszkamy. Może na ostatnie dwa dni przed startem przeniesiemy się do wioski, by poczuć olimpijski klimat.

 

Źródło: tourdepologne.pl