Tim Wellens (Lotto-Soudal) pokazał dziś jazdę, jakiej nie powstydziłby się o wiele bardziej doświadczony kolarz. Poradził sobie z nie byle jakimi rywalami, umiejętnie rozłożył siły i radzi sobie ze zmęczeniem po Tour de France. Oto kulisy jego ataku na szóstym etapie Eneco Tour opowiedziane przez niego samego. 

To zwycięstwo dało mi dużą satysfakcję. W związku z tym, że mam w nogach Tour de France, rozpoczynałem ten wyścig z lekkimi wątpliwościami, ale okazało się, że mam dobrą nogę od początku. Czwartkowa jazda na czas i wczorajszy etap tylko tego dowiodły. Znałem dobrze trasę dzisiejszego etapu, bo wcześniej zrobiłem rekonesans. Rano na odprawie założyliśmy sobie, że na rundach będziemy jechać na pełen gaz i na zjeździe z Saint Roche prędkość była duża i kilku kolarzy zostało za grupą. Kiedy zaczęła się sama końcówka w grupie było dziewiętnastu kolarzy i wielu z nich atakowało. Ja pilnowałem Van Avermaeta i Gilberta, ale miałem wrażenie, że na mnie patrzy Kelderman.

Po samym ataku ważne było, aby utrzymać wysokie tempo. W tym pomógł mi pomiar mocy, ale kluczowe było to, aby wytrzymać to psychicznie. Cały czas starałem się rozkładać siły. Tegoroczna końcówka wyścigu wygląda nieco inaczej niż w ubiegłym roku, ale mamy mocny zespół i postaramy się powalczyć na brukach. Mam też większą przewagę nad drugim kolarzem w klasyfikacji generalnej.

Foto: Serotti