72. Tour de Pologne jest już za nami. Wysokie temperatury, niewielkie różnice czasowe, ale wielkie emocje. Polski wyścig coraz bardziej zyskuje na kolarskiej wartości.

Poziom sportowy w tym roku był bardzo wysoki. Na płaskich etapach królowali sprinterzy i walka na bonifikaty, ale już od pierwszych gór byliśmy świadkami coraz większych różnic w klasyfikacji generalnej. Być może nieco zawiodły wielkie gwiazdy – Marcel Kittel wygrał „tylko” (jak na siebie) jeden etap, Fabio Aru sprawdzał formę przed Vueltą, a Caleb Ewan najbardziej zasłynął spowodowaniem kraksy na drugim etapie.

Ciężko za to jednoznacznie ocenić występ Polaków. Były wspaniałe wyniki – dwa zwycięstwa etapowe Macieja Bodnara i Marcina Białobłockiego, koszulka lidera Kamila Zielińskiego czy ósma lokata Pawła Franczaka w bardzo szybkim sprincie w Katowicach. Z drugiej strony… najlepszym naszym rodakiem w klasyfikacji generalnej był Tomasz Marczyński, który zajął 22. miejsce. Pod tym względem jest to najgorszy występ Polaków od 2007 roku, kiedy najlepszym z biało-czerwonych był Bartosz Huzarski (29. lokata). Wśród faworytów wymieniano kilku urodzonych nad Wisłą zawodników, ale ostatecznie jedynym pozytywnym akcentem w ich występie była ucieczka na królewskim etapie.

Emocje z pewnością uratowali górale, którzy wspaniale radzili sobie z ciężkimi, tatrzańskimi podjazdami. Bart de Clercq, Sergio Henao, Ben Hermans czy Ion Izaguirre pokazali, że w wyścigach tygodniowych są bardzo mocni. Walka na ostatnich metrach w Zakopanem i Bukowinie Tatrzańskiej przyciągała wzrok jak pojedynki na najwyższych szczytach, największych tourów na świecie.

Kwestie organizacyjne stały na światowym poziomie. Droga była zabezpieczona i oznakowana w bardzo dobry sposób, w każdym niebezpiecznym miejscu stał “marshall” ostrzegający przed zagrożeniem. Radio wyścigu działało płynnie, bez żadnych pomyłek. Poza etapami również nie było problemów ze znalezieniem hotelu czy dojazdu na start. Dla nas, jako mediów robiących relację na żywo, organizacja była idealna. Organizator zapewnił wygodne samochody, dobre hotele czy wysokiej jakości łączność z radiem wyścigu. Praca przy wyścigu była czystą przyjemnością. Dodam, że nasze tekstowe relacje na żywo w dwóch językach zanotowały prawie sto tysięcy wyświetleń, a korzystali z nich m.in. dziennikarze Eurospotu i.. Telewizji Polskiej…

Jako przykład dobrej organizacji można podać kładkę, którą postawili organizatorzy w Krakowie, by ułatwić ruch pieszym niekoniecznie zainteresowanym przebiegiem wyścigu. A słynne balony tworzą swoisty klimat Tour de Pologne, a w niczym nie przeszkadzają.

Trasa, pomimo powtórzeń z zeszłych lat, jest wciąż ciekawa. Rundy w Warszawie były trudne technicznie, zwłaszcza ostatni zakręt. Dwa następne płaskie etapy również nie były nudne – do pokonania było wiele malowniczych miejsc i krótkich podjazdów. W górach emocje zaczynały się po starcie ostrym i rosły do ostatnich metrów. Wciąż nie zawodzi podjazd za Gliczarowem, nie zawodzi Ząb. Poza tym, w tegorocznej edycji doszły również ciężkie podjazdy pod Gubałówkę czy Trzetrzewinę.

Podobnie jak balony, tak nieodłącznym elementem Tour de Pologne są etapy na rundach. Kolarzom taki obrót spraw w niczym nie przeszkadza, wręcz pomaga – mogą nauczyć się lepszego wejścia w dany zakręt czy znaleźć miejsce na atak.

Wielu obserwatorów narzeka na niewielkie ilości kibiców stojących przy trasie. Na szczęście (widzieliśmy na własne oczy) fani zdecydowanie nie zawiedli. Od Warszawy po Kraków na peleton czekały tysiące ludzi, wielu poprzebieranych w fantazyjne stroje. Wyścig może krótszy, ale kibice już są na poziomie Tour de France. Oby tak dalej!

“Tour de Pologne rodzi gwiazdy” – czy również w tym roku możemy potwierdzić te słowa? Z pewnością wielu zapamięta bardzo szybkiego Matteo Pelucchiego. Dwa wygrane etapy (pierwszy, zwłaszcza według Marcela Kittela, dość kontrowersyjny) pokazują, że Włosi mogą mieć dużą pociechę z występów kolarza IAM Cycling. Dla wielu sensacyjny może być występ Marcina Białobłockiego, który najpierw był bliski powodzenia w Katowicach. Gdy tam nie wyszło, Mistrz Polski na czas niepowodzenie powetował sobie w Krakowie. Tym razem wyjątkowo brakowało niespodzianek w górach – od początku do końca walczyli tam zawodnicy, których wszyscy się spodziewali – Ion Izaguirre, Bart de Clercq, Diego Ulissi, Fabio Aru, Ilnur Zakarin czy Christophe Riblon. W przyszłym roku zapewne ponownie będziemy świadkami narodzin gwiazd.