Mistrz świata ukończył dzisiejsze zmagania na dziewiątym miejscu i zdołał nadrobić 8 sekund nad niektórymi rywalami. Jak sam przyznał, utrzymanie się z przodu nie było łatwe.

Zupełnie inny tour porównując do 2012 roku, bo tutaj prawie każdy kibic wykrzykuje moją ksywkę, imię, nazwisko. Niesamowite przeżycie. Zobaczę jak będę się czuł na następnych etapach, bo dzisiaj naprawdę kibice dostarczali mi mnóstwo sił i energii i dzięki temu na koniec mogłem nie stracić cennych sekund, które tak bardzo są potrzebne w klasyfikacji generalnej.

Jak wyglądała końcówka, z ulicą Karową,z perspektywy Mistrza Świata?

Sam podjazd nie jest trudny, ale ustawienie się w grupie przed tym podjazdem i w tych momentach przed metą jest bardzo ważne, żeby być z przodu. To było najtrudniejsze, ale moja ekipa potrafiła postawić mnie w dobrym miejscu w peletonie i mogłem walczyć o wysoką pozycję.

Między sprinterami czasem widzimy walkę na łokcie, ale gratulacje dla Marcela. To nie było łatwe,żeby być tam z przodu. Jego ekipa zrobiła coś wielkiego, że zdołała go ustawić na tak dobrej pozycji. Ta wygrana to na pewno coś, czego potrzebował.

Odczuwasz presję atakowania widząc tak wielu kibiców?

Na pierwszym etapie nie ma co szastać siłami i atakować, oddawać skoków pod kamerę. Podczas wyścigu etapowego trzeba przede wszystkim używać głowy. Nie można o tym zapominać.

Nie nazywałbym tego presją, to jest wielkie wsparcie kibiców. Wszyscy dmuchają za mną, żebym jechał szybciej. Trzymają za mnie kciuki, pokrzykują. Sama przyjemność jeździć dla takich ludzi.