Zapraszamy do zapoznania się z wypowiedziami medalistów tegorocznych mistrzostw Polski elity – Tomasza Marczyńskiego (Torku Sekerspor), Michała Gołasia (Etixx – Quick Step) oraz Pawła Bernasa (ActiveJet Team). 

Tomasz Marczyński (Torku Sekespor) – mistrz Polski 2015

„Szczerze mówiąc nie spodziewałem się, że będę aż tak silny. Pięć dni temu zjechałem ze zgrupowania wysokogórskiego, aby czuć się dobrze na czasówce, gdzie planowo miałem pojechać na początku około półtorej minuty wolniej, a później walczyć o zwycięstwo. Cieszę się bardzo dopingiem od kibiców, widać, że kolarstwo w Polsce idzie do przodu.

Jak odjechała grupa z takimi chłopakami jak Michał czy Przemek Niemiec, drużynami Kolss-BDC, Active Jet to trzeba tam być, bo taka ucieczka może dojechać do mety. Przez cały dzień jechaliśmy, współpracowaliśmy wszyscy dobrze. W końcówce odjechali najmocniejsi zawodnicy dnia i później rozstrzygnęliśmy walkę na finiszu. Myślę, że jeśli jedzie się z głową, to można powalczyć mimo samotności. Tak naprawdę obstawiłem dwóch zawodników i byłem pewien , że muszę ich pilnować. Patrzyłem też co się dzieje na trasie. Czułem się bardzo dobrze i wiedziałem, że jeśli dojedziemy do końca, to powalczę o zwycięstwo. Najbardziej obawiałem się Michała Gołasia, zwłaszcza, że jak atakował, to widziałem, że miał do pomocy Przemka Kasperkiewicza.

Było tam też trzech zawodników CCC, trzech z ActiveJet, więc musiałem być tam i ja. Nie byłem z nimi od początku, przeskakiwałem sam z peletonu i to była słuszna decyzja. Najtrudniejszy był początek, kiedy starałem się nie wpadać w panikę i kontrolować wyścig. Cały dzień czułem się silny i pod koniec miałem pewność, że powalczę o zwycięstwo, bo finisze pod górę, siłowe, są pode mnie.

Dyspozycja na mistrzostwach to efekt treningu wysokogórskiego, bo zjechałem na dół pięć dni przed mistrzostwami. Trenowałem na wysokościach od dwóch do prawie trzech tysięcy metrów, a pierwszy tydzień po zjechaniu na dół jest się „w gazie”. Wczoraj powiedziałem, że nie jestem w najwyższej formie i nie była to zasłona dymna. Czuję się nieźle, ale formę można doszlifować. Dzisiaj to był wyścig klasyczny, ale jeśli chodzi o etapówki, to muszę trochę przejechać, żeby wejść w odpowiedni rytm. Nie wiem gdzie będę się ścigał w najbliższym czasie. Zostanę parę dni w Polsce i, jeśli będzie okazja, to chciałbym wystartować w Wyścigu Solidarności i Olimpijczyków.”

Michał Gołaś (Etixx – Quick Step) – srebrny medalista mistrzostw Polski.

“Nie kalkulowałem dziś i zaatakowałem już na drugiej rundzie. Utworzyła się liczna ucieczka, gdzie każdy dawał z siebie wszystko. Dość szybko zdałem sobie sprawę, że dojedziemy do mety, ale otrzymywaliśmy informację, że za nami utworzyła się silna grupka. Naprawdę wierzyłem do samego końca, że uda mi się dziś zwyciężyć. Bardzo chcieliśmy zabrać biało-czerwoną koszulkę na Tour de France, ale nie udało się. Tomek cały czas mnie pilnował i muszę przyznać, że trochę zaskoczył mnie swoją mocą na finiszu. Wygrał wyraźnie i należą mu się gratulacje”.

Paweł Bernas (ActiveJet Team) – brązowy medalista mistrzostw Polski.

„Wyścig ciężki, nieprzewidywalny, zaskakujący. Nie spodziewałem się, że przy tej obsadzie już pierwsza, większa akcja dojedzie do mety. Najlepszą decyzję podjąłem w momencie, kiedy przyjechał do nas Rafał Majka z Bartkiem Huzarskim. Zaatakowałem, ponieważ wiedziałem, że sporo ich kosztowała ta pogoń. My mieliśmy tę przewagę, że mogliśmy w miarę równym tempem pokonywać dystans. Na pięć rund do końca odbyła się lekka zabawa w postaci odskoków, zostało nas po tych atakach dziesięciu.

Ostatnia runda to już cały czas gaz, skoki, ataki. Zainicjowałem pod Strzegomiany odjazd, który dojechał na metę. Potem, nie ukrywam, miałem ten komfort, że nie musiałem ciężko pracować, bo za mną jechali Kamil Gradek i Paweł Franczak, a przecież ten drugi jest bardzo szybkim zawodnikiem. Wiedziałem, że mogę na niego liczyć, także nie miałem presji. Na finiszu poszedł atak i dojechaliśmy pierwszy, drugi, trzeci, po prostu.

Szczerze mówiąc jak przyjeżdżałem tutaj na MP, to myślami byłem już przy organizacji obozu wysokogórskiego przed Tour de Pologne, ponieważ po moich ostatnich występach miałem sporo przerwy. W Tour des Fjords czułem się bardzo dobrze, chociaż może wynik tego nie potwierdził. W Baku spore rozczarowanie. Zakładałem, że może to być spowodowane zmianą klimatu i dzisiaj, po aklimatyzacji, to się potwierdziło – cały dzień w odjeździe i na koniec walka z najlepszymi na świecie. Nie wiem czy wystartuję w TdP, przygotowania na obozie to moje ryzyko zawodowe. Jeśli nie dostanę powołania, to tydzień później jedziemy wyścig dookoła Czech z bardzo dobrą obsadą.”