Chociaż na płaskich etapach wyścig toczył się pod dyktando zagranicznych grup, tegoroczny Bałtyk-Karkonosze Tour zakończył się sukcesami Polaków – Mateusz Taciak (CCC Sprandi Polkowice) i Kamil Zieliński (Dominsport) na etapach, a Leszek Pluciński (CCC Sprandi Polkowice) w klasyfikacji generalnej.

Pierwszą rzeczą, na jaką można zwrócić uwagę, to termin wyścigu. Oczywiście trzeba zrozumieć nieobecność liderów CCC Sprandi Polkowice, którzy znajdują się na wyścigu Giro d’Italia, ale decyzja PZKol na zorganizowanie Mistrzostw Polski na torze zaledwie trzy dni po zakończeniu ciężkiego wyścigu jest już niezrozumiała. Zbyt krótki okres odpoczynku sprawił, że ze ścigania przedwcześnie zrezygnowali prawie wszyscy kolarze Tarnovii Tarnowo Podgórne, a na liście startowej zabrakło m.in. Wibatechu Żory. Pojawienie się kolarzy grupy ActiveJet było niemożliwe z powodu równolegle rozgrywanych wyścigów w Skandynawii.

Na szczęście organizatorzy zaprosili bardzo walecznych kolarzy zza granicy. Postawa młodych Rosjan, Kazachów, Szwedów czy Marokańczyków podobała się wszystkim kibicom, którzy zgotowali kolarzom wielkie owacje. Koszulkę najaktywniejszego oraz wiele pucharów za wygrane premie lotne, zabrał do Francji reprezentant grupy Martigues – Radoslav Konstantinov, który od początku zabierał się w ucieczki i pilnował swojego niebieskiego trykotu. Największe brawa w Kołobrzegu otrzymał dzielny Essaid Abelouache z Maroka, który śmiało atakował przeciwników i… nie zdołał zmieścić się w zakręcie.

Sam prolog jest ciekawy, ale wielu kolarzy traktuje go po macoszemu, gdyż nie przynosi on żadnego zysku czasowego. Być może należy pomyśleć nad bonifikatami czasowymi na mecie. Po ściganiu okazało się też, że paradoksalnie najbardziej opłacało się być… drugim. Zwycięzca, Marcin Białobłocki (ONE Procycling) zdobył koszulkę lidera klasyfikacji generalnej, którą stracił następnego dnia. Podobnie było z trzecim w klasyfikacji Erykiem Latoniem, który niebieską koszulkę musiał oddać Peterowi Williamsowi z ONE Procycling. Z kolei Kamil Zieliński (Dominsport), który dzięki drugiemu miejscu otrzymał zieloną koszulkę najlepszego górala bez wysiłku utrzymał ją do ostatniego etapu, gdyż dopiero w niedzielę pojawiły się premie górskie. „Łydka” miał zapewnione dekoracje i całusy od hostess przez cały tydzień.

Prawie 800km ścigania przyniosło wiele emocji, ale niestety walka o klasyfikację generalną rozgorzała dopiero ostatniego dnia. Organizatorzy mogą pomyśleć o zmianie tradycyjnej kolejności etapów i przeniesieniu jazdy indywidualnej na czas na sobotę. To pozwoliłoby również na przedłużenie królewskiego etapu i większe emocje na koniec walki.

23. edycja Bałtyk-Karkonosze Tour pozwoliła zabłysnąć nowym talentom, nieznanym dotychczas szerszemu gronu kibiców kolarstwa nad Wisłą. Wspomniani Radoslav Konstantinov (Martigues), Peter Williams (One procycling), Essaid Abelouache (Maroko), Leszek Pluciński (CCC Sprandi Polkowice) czy zwycięzca klasyfikacji górskiej Maksym Vasiliev (ISD) osiągnęli największe sukcesy w swoich karierach. Miejmy nadzieję, że w przyszłości będą mogli wspominać ściganie w wyścigu Janusza Macelucha jako początek wielkich zwycięstw, tak jak Czesław Lang podkreśla wygraną Alberto Contadora na czasówce pod Orlinek.

 

Michał Kapusta