Zawodnik BMC, Peter Stetina, był zmuszony wycofać się z Volta a Pais Vasco po kraksie na 500 m przed metą pierwszego etapu. Drużyna Amerykanina oskarża organizatorów o zbyt niebezpieczną końcówkę.

Na ostatniej prostej kolarze wjechali w grupę niezabezpieczonych i w większości nieoznaczonych stalowych słupków ustawionych wzdłuż krawężnika. Na ten temat wypowiedział się wściekły dyrektor drużyny Stetiny – Jackson Stewart:

Tam były mające 1.2m wysokości stalowe słupki. Nie jestem pewien po co, być może, by oddzielić rowery od samochodów albo zabronić ludziom parkowania wzdłuż krawężnika. Organizatorzy zdecydowali się postawić na słupkach pomarańczowe pachołki, które miały służyć jako ostrzeżenie. Na ostatnich kilometrach, kiedy wszyscy jadą przy prawej krawędzi jezdni i tylko pierwsi zawodnicy mogą ominąć słupki, w końcu ktoś w to uderzy. To było dość szokujące, że ktoś w ogóle myślał, że to zadziała.

Peter Stetina wpadł na kolarzy, którzy zahaczyli o niebezpieczne miejsce. Skończyło się to fatalnie – kolarz złamał piszczel, rzepkę oraz cztery żebra. Według relacji Stewarta, Stetina przeleciał przez jeden słupek i wylądował na drugim.

Sam poszkodowany skomentował zdarzenie w oświadczeniu wydanym przez drużynę:

Niektórzy z kolarzy ledwo mijali słupki, a niestety kilku zahaczyło. Nie miałem czasu na reakcję czy wciśnięcie hamulca. Nikt nie spodziewa się takich przeszkód w samym środku sprintu.

Lider ekipy BMC, Tejay van Garderen, również nie pozostawia suchej nitki na organizatorach wyścigu:

Według mnie to była tylko i wyłącznie wina organizatorów. Tam był słupki na drodze, które nie były oznaczone. To fatalna pomyłka i wielki minus dla włodarzy.

Przez odniesioną kontuzję Stetina będzie zmuszony odpuścić ściganie na kilka miesięcy. To oznacza brak występu w majowym Tour of California, które było jego największym celem w tym roku. Peter miał tam walczyć o klasyfikację generalną. Już w szpitalu pytał o możliwość występu, ale usłyszał negatywną opinię dyrektora oraz lekarza ekipy.

Jackson Stewart nawiązał także do kraks z Tour of Flanders, w które zamieszane były samochody Shimano:

Kolarze zmagają się z wystarczającą ilością niebezpieczeństw, nie trzeba im dokładać kolejnych „niespodzianek”. Widzieliśmy wypadki na Flandrii, widzieliśmy upadek Phinneya z zeszłego roku. [uderzył w barierki, gdy uciekał przed wyścigowym motocyklem]. Ta dyscyplina już jest wystarczająco niebezpieczna. To szaleństwo, że organizatorzy dopuszczają do takich wydarzeń. Finisze w centrum miast są dość ryzykowne, nawet bez takich elementów. Jak mogli nie ustawić poduszek albo płotu, by zmusić kolarzy do objechania przeszkody? Nie wiem, co oni sobie myśleli.

Wtorkowy etap ma się zacząć pięć minut później, z powodu protestów kolarzy w związku z niebezpiecznym finiszem.

Michał Kapusta

Foto: BMC Racing Team